Przejdź do głównej zawartości
28.12. 2019r.


Uparta miłość r.9.[1]





   Gdy Mirka przyjechała do domu, mama pierwsza spostrzegła radosne podniecenie u córki; krzątała się po domu wesoła, skora do zbaw i baraszkowania z braćmi.
 Rodzice zaczęli ostrożnie podpytywać, czy może spotkała się z Adamem.  Córka krótko opowiedziała o spotkaniu; nadmieniła także, że w Święta ma ich odwiedzić.
  Rodzicielka na zmianę – a to wzdychała ciężko, albo dawała się ponieść radości.
 Pan Bóg jeden wie, skąd  miała niezbitą pewność, że Adam przyjdzie poprosić o rękę córki. Nikt tego głośno nie powiedział, a rodzina zabrała się do przygotowań świątecznych z wielka werwa i ochotą.
 Cieszyli się szczęściem córki , ale też rozważali, czy  uczucia obojga  są na tyle mocne, by mogło dojść do małżeństwa. Do Bożego Narodzenia było jeszcze trochę czasu, mimo to – gdy Mirka znów przyjechała, dom lśnił czystością.
  Nie było co robić, więc mama zachęcała ją, by odwiedziła Sabinę, odłożyła bowiem sporo ubranek dla dzieci. Mirka wyszła, ale zamiast do przyjaciółki, poszła ledwo przetartą, zaśnieżoną drogą w pola. Chciała choć trochę pobyć sama, uporządkować rozedrgane radością myśli.
  _- No i co tam u nich, jak dzieciaki? – zapytała mama, gdy wróciła
  – Nie byłam tam, poszłam się trochę przejść.
  – Że też ci się chciało w takie zimnisko. Sabina ma teraz ciężko, musi się zrywać  do dnia, iść do cielętnika, gdy wróci, dzieci wstają i zaczyna się domowa robota; po obiedzie znowu obrządek i tak wkoło
  .- Jak trzeba to przy dzieciach dziadek siedzi?
  – Czyżewski teraz zajęty , z Jaśkiem drewno zwożą na opał, dla Sabiny i Grzaelaków. Dzieci Halinka pilnuje, a czasem agronom.
  – Pan Roman? – zdziwiła się Mirka.
  – A Jak! ~Tak ci te dzieciaki polubił, tak je hołubi, jak własne – rozrzewniła się mama.
   To właśnie było dziwne i zastanawiające: Roman Bojarski – wyśmiewany i przedrzeźniany, tak przez  młodszych, jak i starszych; gdy zajmował się dziećmi Sabiny przestał być śmieszny!
  A przecież każdy widział, jak wozi i prowadza Moniczkę, czy  też buja w wózku Bogusia. Pan Roman zasadniczo nie lubił dzieci, a nawet jakby  ich nie zauważał. Lecz jeżdżąc tu i tam z Halinką zmuszony był czasem zająć się Moniczką Powoli oswajał się z ta małą, wdzięczną istotką. Lubił , gdy przytulała się do niego czymś przestraszona, albo domagała się stanowczo – opka, bo nóżki zabolały. Odkrył nieznaną sobie słodycz opiekowania się dziećmi i najniespodziewaniej dla siebie – pokochał te obce dzieci.
  Sabina zrazu nieufnie patrzyła na wszystko , podejrzewając, że to może droga do jej serca. Z czasem przekonała się, że intencje Romana są czyste i przejrzyste.
   U Lisów wieczerzę wigilijną spożywało się w kuchni. Gdy już wszystkie potrawy były gotowe, mama myła naczynia, Mirka szorowała podłogę, tato rozsuwał stół i nakrywał go śnieżnobiałym obrusem. Chłopcy czekali już z siankiem. Ciężki, staroświecki świecznik stawiało się na stole, przy nim stroik i kuchnia nabierała świątecznego wyglądu.
  W ten dzień wyjątkowo nie trzeba było chłopców poganiać, sami szli się myc i przebierać w świąteczne ubranka.
  Kiedy  wszyscy wystrojeni stali wokół stołu, mama zapalała świece. W uroczystej ciszy słychać było, jak ogień strzela pod blachą. Tato czytał fragment Pisma Świętego, po czym podchodził z opłatkiem do wzruszonej małżonki i kolejno do dzieci.
   Jedzenie szło na stół po modlitwie. Najpierw karp, później gołąbki z kaszy gryczanej, w nich były ukryte szczęścia , to znacz ziarenka fasoli.
  Znalazcy wróżyły pomyślność w nadchodzącym roku.  Jeszcze był barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, a na deser kluski z makiem i rodzynkami.
  Po wieczerzy zasadniczej, brało się tacę z ciastami, dzban z kompotem z suszu i szło się do pokoju, do choinki, gdzie czekały  prezenty. Oglądanie  zawartości paczki, przeplatało się śpiewaniem kolęd.
 Gdy Lisowie byli na tym właśnie etapie świętowania, ktoś zapukał do drzwi. Mama uniosła brwi do góry, co zawsze oznaczało dezaprobatę, ale, że przyszedł Adaś, brwi wróciły na swoje miejsce, a twarz ozdobił uroczy uśmiech.
   Gość witał się ze wszystkimi po kolei; chłopcy nie odrywali oczu od pokaźnej torby, pewnie z prezentami. Adaś, jak na złość zwlekał z pokazaniem zawartości. Składał rodzicom życzenia, później przyłączył się do śpiewania kolęd, ku radości taty, bo  teraz męskie głosy górowały. Nareszcie przyszedł czas na upominki. Piotrek  pośpiesznie rozwijał papier, Pawełek aż ślinę przełykał  z niecierpliwości. Z pudełka wyłonił się piękny duży  wóz strażacki. Dla pań były kosmetyki , a dla taty solidne, skórzane rękawice.
 Adam miał mocny dźwięczny głos, tato wtórował mu dzielnie i szły kolędy jedna za drugą a wszystkie takie swoje, ukochane..
  . Mirka nie mogła śpiewać, wzruszenie ściskało gardło.  Poszła do kuchni nastawić wodę na kawę. Stała przy oknie i patrzyła w niebo, ciemne chmury chwilami odsłaniały kawałek gwiaździstego nieba. Adaś przyszedł i stanął za nią.
  – Czyżby mój koteczek płakał? Takie masz śliczne te ślepiątka, że szkoda ich zalewać łzami. To dosyć ostra ciecz. Możesz być przez to, jak królik! Odwróciła się, objęła go i zapytała
  – Adaśku, czy ty naprawdę jesteś mój?
Oczywiście! Calutki jestem twój;  z duszą i ciałem i twoimi są wszyściutkie moje kości i członki...
   – Cicho! Nie zgrywaj się.
   -_ Mam być cicho, czy grzecznie odpowiadać na pytania? – droczył się, trzymając ją w objęciach.
   ..
 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

4 07.2020r. Uparta miłość r. 19 [1] pierwszy dziewiętnasty   Tu i ówdzie jeszcze leżał śnieg, w nocy trochę mroziło, ale w powietrzu czuło się nadchodzącą wiosnę Mirkę to uskrzydlało; teraz prawdziwie cieszyła się, że ma swój dom i kawałek ogrodu dookoła. Miała wiele planów i zamierzeń, ale wszystko trzeba było omówić z mężem, wiec czekała z niecierpliwością jego przyjazdu. Do tego miał przywieźć sadzonki pnących róż.   Rodzice obiecali, ze kupią, by oszczędzić młodym szukania i wydatków. Zdążyli już pojąć, że jeśli podczas odwiedzin syna, skupiają się na tym, co myśli i zamierza Mirka – to na Adasia nie trzeba długo czekać – wpadnie przy lada okazji. Jeśli jednak omawia się wiele ważnych spraw, a o synowej nawet się nie wspomni; to długo   będzie mu do domu nie po drodze..   Dlatego, gdy Adam wspomniał o marzeniu żony, że by chciała tak, jak to widzieli w Paryżu przy Saint Bernard   obsadzić ganek i frontową ścianę pnącymi różami – natychmias...
  Wyjść na prostą Iwona marzyła i śniła po nocach o tej chwili, ale nie wierzyła, że kiedyś marzenia się spełnią. A jednak udało jej się uciec z zakładu poprawczego. Klucząc, dobiegła do przedmieścia. Zapadał dżdżysty, październikowy wieczór, gdy dobrnęła do ogródków działkowych. Włamała się do bardzo przyzwoicie wyglądającego domku i tam przenocowała. Znalazła ubranie, żeby się przebrać i parę dość cennych rzeczy, które udało jej się sprzedać na targu. Bez przeszkód wsiadła do pociągu. Rozparta na siedzeniu myślała – Cuda się zdarzają, jestem wolna! Jednakże podróż mogła się skończyć przy pierwszej kontroli biletów. Zaryzykowała i znów się udało. Poszła do konduktora i powiedziała: - Jadę na gapę, chcę przejechać całą Polskę i dotrzeć do Szczecina. I co pan na to?- zapytała. Zrozumiał w czym rzecz, znalazł pusty przedział i skorzystał z okazji. Przemycił Iwonę do Poznania, tam przekazał nowej drużynie konduktorskiej, prowadzącej skład do Szczecina. Już prawie była na miejscu...
  Po burzy jest pogoda W samotnym i smutnym życiu pani Anieli nieoczekiwanie pojawiłł się młody i przystojny Henryk. Życie znów nabrało barw. Była szczęśliwa, a ślub wydawał się być kwestią miesięcy. On jednak zwodził, kręcił i coraz natarczywiej przyglądał się jej dorastającej córce. Dominika była panieńskim dzieckiem Anieli, to dla niej rezygnowała nie raz z kolejnych znajomości, obawiając się, że ten, który ją wybiera, nie będzie chciał jej dziecka. Teraz starała się zapewnić swojej jedynaczce ciekawe zajęcia, miłe towarzystwo, by była jak najdalej od swego przyszłego ojczyma. Za nic w świecie nie chciała stracić Henryka - a córka - no cóż, jest prawie dorosła. Dominika coraz częściej przebywała poza domem, później nie zawsze wracała na noc - a matka, zajęta narzeczonym - na wszystko przymykała oczy. Minął rok i drugi, i skończyło się na tym, że Henryk odszedł, a ludzie wzięli na języki Dominikę, która czuła się wolna, niezależna, nie posłuszna żadnym zasadom. Odeszła o...