Saldo końcowe Ta historia zaczęła się dziesięć lat temu; urodziłam chore dziecko i wkrótce po tym odszedł ode mnie mąż. . Pomagał mi nasz proboszcz, podtrzymywał na duchu, dawał pieniądze i starał się o potrzebne leki. To były drogie specyfiki przeważnie z Niemiec. Chciałam zapoznać się z treścią ulotek, lecz nie znałam języka – ksiądz dał mi adres tłumaczki. Tak trafiłam do pani Melanii. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Czułam się przy niej, jak kopciuszek. Bo też była to kobieta wielkiej urody pełna dostojeństwa i czaru. Pani Melania jest tłumaczką; nie obyła się bez niej żadna wizyta naszych władz w Niemczech, czy niemieckich u nas. Lśniła i błyszczała, była prawdziwą ozdobą każdej imprezy i uroczystości. Pracowała na pół etatu w liceum i dawała korepetycje. Przy okazji następnych wizyt poznałam też jej męża. Pan Tolek był skromnym urzędnikiem bankowym. Kiedy porównywałam mój jedyny, zagracony pokoik z ich pięknie urządzoną willą, czułam jaka dzieli nas różnic...
Wybaczyć Kto wie, może gdyby teściowa tak nie dokuczała Jackowi, ten nie pomyślałby o wyjeździe za granicę. Halina, jego żona ,pracowała, zarabiała – a on głównie szukał pracy.., chociaż z bardzo dobrymi wynikami ukończył technikum rolnicze. Mieszkali u teściów, a ci po okresie wielkiej przychylności – po czasie ,wprost patrzeć nie mogli na zięcia. Niechęć rodziców jeszcze bardziej cementowała uczucie obojga młodych. W tym czasie wielu kolegów Jacka wyjeżdżało do Anglii – Halina nie chciała słyszeć, o tym, że i on wyjedzie, kochała męża takim, jakim był; cieszyła się z każdego grosza, który gdzieś zarobił. Byliby bardzo szczęśliwi, gdyby mieli własny kąt. Mama szukała, pytała, aż wreszcie dowiedziała się, że jest wolne mieszkanie przy składzie materiałów budowlanych i tamże potrzebują księgowej. Rodzice uruchomili stare znajomości i Halina dostała tę pracę i przydział na to mieszkanie. Młodzi szaleli z radości, rodzice pomagali urządzać nową siedzibę, nie szczęd...