Przejdź do głównej zawartości

Posty

 Tylko pozytywnie Mieszkaliśmy po sąsiedzku z miłą, starszą kobietą, u której nigdy nic złego się nie działo, miała same dobre nowiny, co u niej i w rodzinie. ~ Wychowała dwie córki, jedna wcześnie wyszła za mąż , drugiej zanosiło się na staropanieństwo. Wreszcie i ona znalazła męża; zamieszkali w sąsiedniej miejscowości Był dużo starszy i dość schorowany. Jednakże w opinii sąsiadki był okazem zdrowia. Tak minęło parę lat. Moja żona odwiedziła kiedyś w szpitalu naszą kuzynkę Po powrocie zagadnęła sąsiadkę; Czy czasami wasz zięć nie leży w szpitalu? Szłam korytarzem i tak mi ktoś znajomy mignął w jednej z sal. – Ależ skąd, mój zięć jest zdrowy, jak ryba! – odrzekła dobitnie, Po jakichś trzech miesiącach zięć sąsiadki zmarł niestety Małżonka. przygadała kobiecie - Mówiliście sąsiadko, że zięć taki zdrowy, a on umarł biedaczek. – No umrzeć, umarł, ale żeby chorował to nie!
Najnowsze posty
  Mój stary chomik Od dawna wiedziałam, ze mój mąż chowa gdzieś drobne sumy. Kiedy przychodziły wnuki, zawsze miał , żeby im po parę złotych dać, podobnie miał z czego wesprzeć któregoś z sąsiadów, kiedy był w potrzebie. Natomiast, kiedy ja pytałam o jego zaskórniaki, odpowiadał niezmiennie, że owszem miał co nieco, ale już ani grosza a nie ma. W naszym małym mieszkaniu docierałam w zasadzie do każdego zakamarka, a jednak nie wiedziałam, gdzie chowa pieniądze. Korzystając z jesiennego pogodnego dnia; powynosiłam nasze zimowe okrycia na balkon. Także leciwy kożuszek nie noszony ze względu na łagodne zimy. Mąż poszedł zrobić większe zakupy.. W kieszeni kożuszka była sakiewka, a w niej całkiem ładna sumka. Mąż wrócił, spojrzał na balkon i mina mu zrzedła. Do wieczora popatrywał na mnie wyczekująco. Pewnie rozważał: -Znalazła, czy nie? Zabierze, czy zostawi? Będzie się gniewać, czy puści płazem? Ja przyjęłam taktykę: -Nic nie widziałam, nic nie wiem. Następnego dnia ...
  Takich chwil się nie zapomina To były lata dziewięćdziesiąte; uczyłem się w technikum budowlanym i mieszkałem w internacie. Kierowniczkę mieliśmy bardzo groźną – wysoka, silna; o mocno wątpliwej urodzie i głosie artylerzysty. Inna pewnie nie dałaby sobie rady z ponad setką chłopaków. Na parterze była świetlica - pomieszczenie słabo ogrzewane. Chodziło się tam na dziennik telewizyjny i czasem, od święta kierowniczka pozwalała obejrzeć jakiś film. Było nas kilku zapalonych kinomanów. Przez parę dni kombinowaliśmy, jak uzyskać pozwolenie na obejrzenie filmu z Bardotką; szanse były nikłe. No i oznaczonego dnia dowiadujemy się, że naszej kochanej szefowej nie będzie, bo ma jakąś ważną naradę w województwie. Przekupiliśmy wychowawcę, dał nam klucz i po cichutku schodami awaryjnymi pomknęliśmy do świetlicy; w ciepłych kurtkach i butach, bo zimno. Jeszcze akcja nie dobrnęła do połowy, aż tu na korytarzu ten znajomy głos – od którego skóra cierpła i szyby drżały w okna...

Spotkanie po latach Jechałam pociągiem, przedział był duży z podwójnymi siedzeniami. Parę rzędów dalej siedziała szykowna pani w moim wieku i natarczywie mi się przyglądała. Twarz wydała mi się znajoma; tylko skąd ja ją znam i kto to jest? Przeszło godzinę wysilałam pamięć – na nic. Zrezygnowana zaczęłam się szykować do wysiadania, nieznajoma także. Postanowiłam, że na peronie podejdę i grzecznie zapytam, czy my się czasem nie znamy. Pasażerowie tłoczyli się przy wyjściu; rosły młodzian próbował otworzyć drzwi – na próżno. Pociąg stał i czas naglił.. Drobna, niewysoka kobieta przejęła inicjatywę: jeden energiczny kopniak i można było wysiadać. Ktoś dosadnie skomentował, że: kobita, ale z......... Wtedy moja nieznajoma roześmiała się wysokim , wibrującym śmiechem. I w tym momencie mnie olśniło, już wiedziałam , kto to jest! . Tak po dwudziestu dwóch latach spotkałam swoją serdeczną przyjaciółkę z

      Słownictwo specjalistyczne Kupiliśmy kosiarkę spalinową. Naszemu piętnastoletniemu synowi koszenie bardzo się podobało, co sobotę pracował, by trawnik był równiutki. Z czasem zaczął przeceniać możliwości maszyny – jeździł po wertepach i krzakach i kosiarka się zepsuła. Mąż miał kolegę tz. Złotą Rączkę poprosił go o pomoc i obaj na klęczkach męczyli się przy naprawie. Kolega przy tym klął szpetnie. Po jakimś czasie naszą czteroletnią córeczkę zaprosiła koleżanka na urodziny. Gdy ją przywiozłam po imprezie, pytaliśmy o wrażenia. Stwierdziła, że było fajnie – dużo dobrego jedzenia, tańce i konkursy i gry. Tylko że później wrócił ich tato i zaczął mówić tak, jak się mówi przy naprawianiu kosiarek i wtedy już każdy chciał iść do domu. Historyjki zasłyszane [26]  
Gdyby było wyżej Małe senne miasteczko; niewysokie domki kryte czerwoną dachówką lub papą, wąskie uliczki, szopki, chlewiki – oto sceneria mojej młodości. Miałam przyjaciółkę od serca – Jasię, a miałyśmy wtedy po szesnaście lat. Przyszła wiosna i Jasia się zakochała pierwszą , wielką miłością. Ukochany mieszkał parę domów dalej; szkopuł w tym, że mimo różnych zabiegów, chłopak nie zwracał na nią uwagi. Panienka była ładna, no może ciut za blada – przy nim, już pięknie opalonym. Poradziłam, by się opaliła, może to podziała. Przez okno na piętrze dostałyśmy się na przybudówkę i tam się smażyłyśmy. Można było stąd obserwować sąsiednie podwórka. No i tak lustrując okolicę, widzimy, jak jej wybrany wyprowadza rower, jak podjeżdża na rowerze jakaś dziewczyna, jak sobie dają buzi i razem gdzieś jadą. Rozgrzana słońcem i emocjami moja przyjaciółka wykrzyknęła, że skoro tak – to ona skacze z dachu! Wystraszyłam się i poczęłam perswadować:  - Jaśka, ale tu jest za nisko. Gdyby było ...
  Wszystko na swoim miejscu Jako uczeń szkoły gastronomicznej odbywałem praktykę w dużym ośrodku wypoczynkowym. Co tydzień przyjeżdżał hodowca drobiu i zaopatrywał kuchnię w świeże jajka. Kiedyś zachorował i przysłał syna. Młody człowiek stanął w progu i przekrzykując panujący tam hałas oświadczył: - Jestem z jajkami ! A najbliżej stojąca kucharka – pani o potężnej tuszy i niewyparzonym języku – odkrzyknęła - To bardzo ładnie, bo my jesteśmy z cipkami!