Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2026
Bywa i tak Czas mijał i żadne szydło z żadnego worka nie wychodziło! Chłopak, jak był na początku znajomości , tak i po miesiącach- wciąż miły, grzeczny, oddany i posłuszny. „ To nie może być prawda – myślałam – takich facetów nie ma.” Odwiedziłam kiedyś moją leciwą babcię i radziłam się, co zrobić, by go poznać, jaki jest faktycznie. Babcia orzekła, ze najlepiej się poznaje człowieka podczas wspólnego działania. Tak się składało, że chcieliśmy wybrać się na wycieczkę rowerową, takie przywitanie lata. Trzeba było dopompować powietrza. Bardzo się starał, męczył , kombinował – a powietrza nie przybywało. No i ja musiałam napompować oba rowery! Pojechaliśmy na działkę do rodziców, wiśnie były oberwane; trzeba było wypestkować i część usmażyć. Drylowanie mu nie wychodziło, kazałam mieszać dżem. Po jakimś czasie siedząc przed domkiem, poczułam, że się przypala. On siedział przy kuchence, czytał gazetę i tak, jak kazałam, co parę minut mieszał, a że się w międzyczasie przypaliło... ...
  Saldo końcowe  Ta historia zaczęła się dziesięć lat temu; urodziłam chore dziecko i wkrótce po tym odszedł ode mnie mąż. . Pomagał mi nasz proboszcz, podtrzymywał na duchu, dawał pieniądze i starał się o potrzebne leki. To były drogie specyfiki przeważnie z Niemiec. Chciałam zapoznać się z treścią ulotek, lecz nie znałam języka – ksiądz dał mi adres tłumaczki. Tak trafiłam do pani Melanii. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Czułam się przy niej, jak kopciuszek. Bo też była to kobieta wielkiej urody pełna dostojeństwa i czaru. Pani Melania jest tłumaczką; nie obyła się bez niej żadna wizyta naszych władz w Niemczech, czy niemieckich u nas. Lśniła i błyszczała, była prawdziwą ozdobą każdej imprezy i uroczystości. Pracowała na pół etatu w liceum i dawała korepetycje. Przy okazji następnych wizyt poznałam też jej męża. Pan Tolek był skromnym urzędnikiem bankowym. Kiedy porównywałam mój jedyny, zagracony pokoik z ich pięknie urządzoną willą, czułam jaka dzieli nas różnic...
Wybaczyć Kto wie, może gdyby teściowa tak nie dokuczała Jackowi, ten nie pomyślałby o wyjeździe za granicę. Halina, jego żona ,pracowała, zarabiała – a on głównie szukał pracy.., chociaż z bardzo dobrymi wynikami ukończył technikum rolnicze. Mieszkali u teściów, a ci po okresie wielkiej przychylności – po czasie ,wprost patrzeć nie mogli na zięcia. Niechęć rodziców jeszcze bardziej cementowała uczucie obojga młodych. W tym czasie wielu kolegów Jacka wyjeżdżało do Anglii – Halina nie chciała słyszeć, o tym, że i on wyjedzie, kochała męża takim, jakim był; cieszyła się z każdego grosza, który gdzieś zarobił. Byliby bardzo szczęśliwi, gdyby mieli własny kąt. Mama szukała, pytała, aż wreszcie dowiedziała się, że jest wolne mieszkanie przy składzie materiałów budowlanych i tamże potrzebują księgowej. Rodzice uruchomili stare znajomości i Halina dostała tę pracę i przydział na to mieszkanie. Młodzi szaleli z radości, rodzice pomagali urządzać nową siedzibę, nie szczęd...
MOJE WESELE Mówi się o kimś, że był chowany pod kloszem – ja to znam z autopsji. Wyrosłam pod skrzydłami rodziców; rozpieszczana, ale też strzeżona i pilnowana na każdym kroku. Mój starszy brat miał wiele swobody, w wieku zaledwie osiemnastu lat został ojcem. Był konsekwentny i ożenił się z matką dziecka; jednakże rodzice synowej nie zaakceptowali go Chcąc żyć po swojemu, a nie pod dyktando, popadł w konflikt ze wszystkimi - na dłuższą met żaden tego by nie wytrzymał. Wyjechał na Śląsk i kontakt się urwał PRZY CÓRCE POSTANOWILI BYĆ OSTROŻNI, BYŁAM WIĘC POD NIEUSTANNĄ KONTROLĄ MOICH KOCHANYCH RODZICÓW Tak więc skończyłam dwadzieścia sześć lat i zaczęło mi się zanosić na staropanieństwo. Dozór zelżał. W szkole średniej przyjaźniłam się z dziewczyną, która dojeżdżała ze wsi. W czasie urlopu postanowiłam ją odwiedzić. Myślałam o spacerach po jesiennym lesie, o grzybobraniu; tymczasem trafiłam na ...
Po prostu miłość. Rodzice zwykli mawiać: mamy dwie wspaniałe córki i tę trzecią, biedną – chorą. Faktycznie, Darię trapiły od najmłodszych lat różne choroby. Wożono ją do sławnych lekarzy, uzdrowicieli, zielarzy; na niewiele to się zdało. Choć zdolna, inteligentna – z trudem ukończyła szkołę średnią, z powodu wiecznego niedomagania i konieczności leczenia w szpitalach. Nauczyła się nie ufać własnemu organizmowi. Zdarzało się, że ni stąd, ni zowąd dostawała drgawek, a nawet traciła przytomność. Nie lubiła więc wychodzić z domu. Rodzina pracowała w fabryce porcelany, wystarali się dla niej o pracę chałupniczą. Malowała piękne wzory na półmiskach i wazach. Zarabiała niewiele, ale cieszyła się, że nie jest darmozjadem. Praca, to nie wszystko; czuła się samotna i nieszczęśliwa. Dom opustoszał, siostry poszły na swoje, a ona tylko patrzyła przez okno na przytulone pary i ocierała łzy. Jej nikt nigdy nie przytulił, nie objął, nie pocałował. Gdy przychodziła poprawa zdrowi...
  Tylko ty  Arek, pierworodny syn Sabiny i Pawła był bohaterem tego wieczoru - zajął pierwsze miejsce w powiatowym konkursie recytatorskim. Matka cieszyła się z tego niezmiernie. W szarym, smutnym życiu, jakie ostatnio wiedli, był to jedyny jasny punkt. Zadzwoniła do męża, który ciężko chory leżał w szpitalu i podzieliła się swoją radością , ale to nie zrobiło na nim większego wrażenia. Nie zdziwiła się, bo od pewnego czasu dom i rodzina mało go obchodziły. Po dawnemu tylko potrafił być zgryźliwy, dokuczliwy i zazdrosny. Niedługo minie siedemnaście lat męki z tym moim Pawłem – rozmyślała ze smutkiem – A zapowiadało się tak dobrze. Ona – piękna dziewczyna o gołębim sercu, świeżo po szkole pielęgniarskiej; on oficer wojskowy – szczyt marzeń niejednej panienki. Po ślubie zaraz dostali mieszkanie na osiedlu i wyprawkę ,żeby się zagospodarowali . Mieli wszystko, by używać życia, żeby się cieszyć sobą nawzajem. Niestety – wkrótce okazało się, że Paweł jest chorobliwie...