Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2026
Każda miłość jest pierwsza Piękny jest zmierzch majowy, cudowny, ciepły majowy deszczyk - gdy pada parują pola, pachną przydrożne brzozy i jest bardzo romantycznie. Może faktycznie tak jest, ja jednak miałam ten koktajl majowy w zasięgu ręki, ściekał mi po plecach i wcale się nie zachwycałam, wręcz przeciwnie - byłam wściekła. Ale zacznijmy od początku. Operacja na wyrostek robaczkowy to dziś śmieszny zabieg, a ja nacierpiałam się tak, że do końca życia nie zapomnę Może byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie współtowarzyszka niedoli z sąsiedniego łóżka. Pani Basi wycięli woreczek żółciowy, spłynęło to po niej, jak po kaczce woda i już po paru dniach pomagała wszystkim paniom na sali. Choć mogła być moja mamą - zaprzyjaźniłyśmy się, jak równolatki Obiecałam, że jak nastaną ciepłe dni, to ją odwiedzę. Zadzwoniłam i umówiłyśmy się, że mąż pani Basi wyjedzie po mnie na przystanek autobusowy .Nikt po mnie nie wyjechał. Ludzie wysiedli i poszli każdy w swoją stronę, a ja zostałam sama na drod...
  Nie ma tego złego... Wracam wspomnieniami do mojej młodości, gdy zaczynałam samodzielne życie. Zamieszkałam w domku po dziadkach i znalazłam pracę w Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej. Mieliśmy pod kontrolą okoliczne zlewnie mleka. Do mniejszych jeździłam autobusami sama, do większych z moim kierownikiem, samochodem służbowym. Szef był surowym, zasadniczym panem, jak przystało na kontrolera .Zdarzyło się tak, że w jednej zlewni stwierdziłam wiele nieprawidłowości: zlewniarz jednym rolnikom zaniżał, innym podwyższał procent tłuszczu, było też wiele innych uchybień. Bardzo mnie prosił, by nie ujmować tego w protokóle, że się poprawi. Przystałam na to, nie oczekując niczego w zamian. Późnym wieczorem ten pracownik przyjechał ze sporą skrzynką jabłek. Drzwi już były zamknięte, więc zostawił prezent na progu. Bladym świtem, nieświadoma niczego, śpieszyłam na autobus i nie mogłam otworzyć drzwi. Wyszłam zapasowym wyjściem przez piwnicę i zobaczyłam w czym rzecz. Pomyślałam, ...
Nim zakwitną bzy Mariola miała już chłopaka upatrzonego na męża, gdy jej młodsza siostra z konieczności wyszła za mąż. Młodym nie układało się od samego początku . Mariola , patrząc na poniewierkę swojej siostry , odłożyła ślub na później . I tak to się zaczęło. Lata mijały, a ona wciąż odkładała decyzje, choć chętni byli . Małżeństwo jawiło jej się jako pasmo udręki. Skończyła zaocznie studia i pracowała w dużej, nowoczesnej bibliotece . Dyrekcja wysłała ją na szkolenie do Koszalina . Styczniowy dzień zaczął się nieprzyjemną mżawką, później zerwał się wiatr .Było ciemno, zimno i ponuro. Siedziała w dworcowym barze i kończyła śniadanie , gdy przysiadł się jakiś mężczyzna. - Dobrze , że skończyłam jeść bo pod wpływem tego natarczywego spojrzenia chyba bym nawet kęsa nie przełknęła- pomyślała zerkając katem oka na nieznajomego, który bacznie się jej przyglądał. - Dziwak jakiś - skonstatowała i nawet żartowała sobie z niego ze współlokatorką z pokoju. Nazajutrz...