Przejdź do głównej zawartości

Nim zakwitną bzy


Mariola miała już chłopaka upatrzonego na męża, gdy jej młodsza siostra z konieczności wyszła za mąż. Młodym nie układało się od samego początku .

Mariola , patrząc na poniewierkę swojej siostry , odłożyła ślub na później .

I tak to się zaczęło. Lata mijały, a ona wciąż odkładała decyzje, choć chętni byli . Małżeństwo jawiło jej się jako pasmo udręki.

Skończyła zaocznie studia i pracowała w dużej, nowoczesnej bibliotece . Dyrekcja wysłała ją na szkolenie do Koszalina .

Styczniowy dzień zaczął się nieprzyjemną mżawką, później zerwał się wiatr .Było ciemno, zimno i ponuro. Siedziała w dworcowym barze i kończyła śniadanie , gdy przysiadł się jakiś mężczyzna.

-Dobrze , że skończyłam jeść bo pod wpływem tego natarczywego spojrzenia chyba bym nawet kęsa nie przełknęła- pomyślała zerkając katem oka na nieznajomego, który bacznie się jej przyglądał.

-Dziwak jakiś - skonstatowała i nawet żartowała sobie z niego ze współlokatorką z pokoju. Nazajutrz poszły na zajęcia. I gdy okazało się, że wykładowcą jest ów mężczyzna o natarczywym spojrzeniu - Mariola oniemiała ze zdziwienia.

W czasie kolacji ten pan przysiadł się ; przedstawił się - Mam na imię Hieronim- dla przyjaciół – Hirek. Wyjaśnił też przyczynę swego zainteresowania, otóż - jak twierdził ,Mariola była niezwykle podobna do jego ulubionej aktorki - Kim Nowak.

Po kolacji zaproponował spacer. Opowiadał jej o sobie, pokazywał miejsca, gdzie się wychował - pochodził bowiem z Koszalina. Spędzili uroczy wieczór. Kurs trwał tydzień .

Z żalem myśleli o rozstaniu . W przededniu zakończenia , w sobotę , poszli na dancing .

Tańczyli przytuleni , zachwyceni sobą , muzyką i nastrojem . pragnęli , aby ta noc nie miała końca .

Mariola wróciła późno . Rano musiała wysłuchiwać złośliwych docinków koleżanek z pokoju. One poszły na śniadanie, ona spakowała walizkę i wyjechała. Poprosiła tylko w sekretariacie, by przesłali jej zaświadczenie o ukończeniu kursu.

Zabrakło jej odwagi , by nadać zdarzeniom dalszy bieg . Wiedziała, gdzie dzwonić, gdzie pisać, ale zadawała sobie pytanie, czy to ma sens. Polubiła już swoją samotność, ceniła wolność, swobodę i niezależność.- Po co się wiązać? Zeszło do obiadu, zejdzie i po obiedzie-myślała o swoim życiu.

Poszła w odwiedziny do swojej siostry, która właśnie urodziła piąte dziecko. Ta wizyta dała jej wiele do myślenia. Rodzina siostry okazała się bardzo spójna, choć niby tak nieudana. Szwagier patrzył z miłością i pokorą na żonę , starsze dzieci radziły sobie z obowiązkami, a siostra była tak szczęśliwa, jakby to było pierwsze i jedyne dziecko.

-W tym tkwi jakaś tajemnica. Wbrew wszelkiej logice – oni, wśród biedy i kłopotów, są szczęśliwi, a ja w swoim dostatku i wolności- nie! – pomyślała ze smutkiem.

Postanowiła odszukać Hieronima. Napisała list i właśnie w tym samym dniu przyszedł list od niego. Rzecz dziwna : zawierał dokładnie te same przemyślenia i rozterki, jakie ona opisała. Zadzwoniła, by nie tracić czasu i zaprosiła go do siebie. Przygotowała posłanie i zastanawiała się, jaka będzie ta noc pod wspólnym dachem. Hieronim jednakże ulokował się w hotelu, a do niej przyszedł tylko na kolację. Następnego dnia odjechał, a ona zapamiętała, że miał takie podkrążone oczy z niewyspania, że pomyliły mu się drogi na dworzec i wydawał się taki bezradny. To napawało ją czułością. A on pamiętał, jak drżały jej ręce, gdy podawała kolację i jak się speszyła, gdy poprosił o przyprawy. Tak bardzo chciała, żeby wszystko wypadło jak najlepiej - i też czuł zalewającą serce czułość. Maleństwo siostry rozchorowało się i trudno było dostać potrzebne leki Mariola pojechała więc do Poznania i poprosiła Hieronima o pomoc. Jeździli przez pół dnia po aptekach - wreszcie kupili potrzebne lekarstwa. Wymęczeni dotarli do mieszkania Hirka, jak do cichej przystani. Wypoczywali, rozmawiali, pożywiali się - zadowoleni i swobodni, jakby się znali wiele, wiele lat. Oświadczył się jej na dworcu, prawie na stopniu wagonu. Pociąg ruszył, a ona wykrzyknęła: Zanim zakwitną bzy , będę twoja! Od tego czasu coś dziwnego zaczęło się dziać z Mariolą. Coś takiego, co zwracało ogólną uwagę. Wypiękniała, stała się smukła, jakby wyższa, pełna gracji. Patrzyła na świat radosnym spojrzeniem, często się uśmiechała do znajomych i nieznajomych Ubierała się elegancko, a każde ubranie leżało na niej, jak ulał .To było dla przyjaciół niepojęte, że kobieta może aż tak się odmienić. Żyła od spotkania do spotkania. Hieronim przechodzi podobną metamorfozę. Chodził na siłownię, wieczorami biegał po parku - a nawet- jak szeptano na uczelni - bywał u kosmetyczki. Gdy się spotkali nie mogli się dosyć nacieszyć sobą i nadziwić - jacy są piękni. Pod koniec kwietnia wzięli ślub . Bzy miały wtedy spore pąki, ale jeszcze nie kwitły. Swoje mieszkanie Mariola podarowała siostrzenicy - swojej chrześniaczce. A sama zamieszkała w Poznaniu u Hieronima. Chcieli mieć dziecko jak najszybciej, gdyż oboje nie byli już tacy młodzi. Sam lekarz przynaglał - trzeba zdążyć przed czterdziestką. Niestety, mimo starań i leczenia - potomka wciąż nie było. Rozważali, czy nie adoptować dziecko. W tym właśnie czasie u siostry przyszło na świat szóste dziecko. Pojechali i prosili, żeby dali im tego synka na wychowanie. -Wychowałam pięcioro, jak mąż pił i nie pracował - to wychowam i szóste, kiedy on stał się prawdziwym mężem i ojcem !- odrzekła siostra. Odjechali z niczym. W rodzinie siostry musiały jednakże trwać narady i rozważania, bo po jakimś czasie przyszedł list, żeby przyjechać, gdyż chcą porozmawiać. Ustalenia trwały cały dzień. Siostra stawiała jeden stanowczy warunek - żeby dziecko od początku wiedziało, kim są jego rodzice. Mariola, zrazu niechętnie - po namyśle przystała na warunki nie było innej możliwości .Minęły lata. Wojtuś do dziś - a jest już dorosły - uważa, że rodzice, to Mariola i Hieronim, choć dawno poznał prawdę .Swoją naturalną rodzinę poznał owszem - lubi ich i szanuje, ale najukochańszymi na świecie rodzicami są ci, którzy wychowali W ostatnim okresie zarysowały się pewne nadzieje, że do rodziny ktoś przybędzie - Wojtek przyprowadził na niedzielny obiad przemiłą Moniczkę - ale to już zupełnie inna historia.

-

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

  Wyjść na prostą Iwona marzyła i śniła po nocach o tej chwili, ale nie wierzyła, że kiedyś marzenia się spełnią. A jednak udało jej się uciec z zakładu poprawczego. Klucząc, dobiegła do przedmieścia. Zapadał dżdżysty, październikowy wieczór, gdy dobrnęła do ogródków działkowych. Włamała się do bardzo przyzwoicie wyglądającego domku i tam przenocowała. Znalazła ubranie, żeby się przebrać i parę dość cennych rzeczy, które udało jej się sprzedać na targu. Bez przeszkód wsiadła do pociągu. Rozparta na siedzeniu myślała – Cuda się zdarzają, jestem wolna! Jednakże podróż mogła się skończyć przy pierwszej kontroli biletów. Zaryzykowała i znów się udało. Poszła do konduktora i powiedziała: - Jadę na gapę, chcę przejechać całą Polskę i dotrzeć do Szczecina. I co pan na to?- zapytała. Zrozumiał w czym rzecz, znalazł pusty przedział i skorzystał z okazji. Przemycił Iwonę do Poznania, tam przekazał nowej drużynie konduktorskiej, prowadzącej skład do Szczecina. Już prawie była na miejscu...
4 07.2020r. Uparta miłość r. 19 [1] pierwszy dziewiętnasty   Tu i ówdzie jeszcze leżał śnieg, w nocy trochę mroziło, ale w powietrzu czuło się nadchodzącą wiosnę Mirkę to uskrzydlało; teraz prawdziwie cieszyła się, że ma swój dom i kawałek ogrodu dookoła. Miała wiele planów i zamierzeń, ale wszystko trzeba było omówić z mężem, wiec czekała z niecierpliwością jego przyjazdu. Do tego miał przywieźć sadzonki pnących róż.   Rodzice obiecali, ze kupią, by oszczędzić młodym szukania i wydatków. Zdążyli już pojąć, że jeśli podczas odwiedzin syna, skupiają się na tym, co myśli i zamierza Mirka – to na Adasia nie trzeba długo czekać – wpadnie przy lada okazji. Jeśli jednak omawia się wiele ważnych spraw, a o synowej nawet się nie wspomni; to długo   będzie mu do domu nie po drodze..   Dlatego, gdy Adam wspomniał o marzeniu żony, że by chciała tak, jak to widzieli w Paryżu przy Saint Bernard   obsadzić ganek i frontową ścianę pnącymi różami – natychmias...
14.09.2019r. Uparta miłość r.IV.[3]  Zapadł wieczór, wielki , pomarańczowy księżyc wyłonił się spoza chmurek. Pachniało maciejką, końcem lata; było niewiarygodnie pięknie i romantycznie. Poszli do parku. Mirka była rozmarzona, szczęśliwa; mogłaby tak krążyć z tym wytęsknionym pod cudnym gwiaździstym niebem w nieskończoność. Żadne słowa nie były potrzebne, a przypadkowe muśnięcie jego ręki sprawiało ogromną przyjemność.   Była jednakże ciekawa jego życia. Pytany o studia, opowiadał chętnie , dowcipnie z nutką autoironii. O wyjeździe do Francji też mówił szczerze, że o nim marzy, a jednocześnie boi się, bo słabo zna język.   Adam   utrwalił   sobie już pewien schemat postępowania z   panienkami prowadzący do szybkiego nasycenia zmysłów. Teraz męczył się niezmiernie , bo nie śmiał dotknąć tej pięknej, świeżej i   - czuł to – czystej dziewczyny .- Niech pan uważa, bo tu jest grząski kawałek – ostrzegła, gdy zbliżali się do strumyka.   ...