Przejdź do głównej zawartości
11.07.2020r.





Uparta miłość r.19[2]




 Zawsze tak nie będzie–        odpowiedział na niemy wyrzut żony-  Wiosną przeprowadza się lustrację ulic, ktoś im w końcu uświadomi, że tak nie mogą mieszkać.
  – Tym bardziej, że Stasiu jest  kierownikiem szkoły. A ty nie pogadasz z nim o tym? Adam nie miał ochoty na pouczanie sąsiada. Za to przed samym odjazdem zaczął rozmowę o tym, co jego trapiło

   – Ta nasza lokatorka... Może nie powinienem, ale zajrzałem do pokoju... Na długo podpisałaś umowę? Napomykał tak z ostrożna, bo nie chciał pokłócić się z żoną przed rozstaniem. Pośpieszyła usprawiedliwiać Lilę;
  - Wiesz, jak to jest, wyjechała z domu, być może mama dbała o wszystko. A tu warunki są, jakie są; do pracy dosyć daleko, w szkole też bywa ciężko. Pomału się przystosuje, nauczy..
          – Tak, życie nauczy wszystkiego, tylko, ze to są bolesne lekcje – zakończył filozoficznie. 
 Wciąż było chłodno i deszczowo, ale wystarczyło parę cieplejszych nocy, aby zieleń wybuchła z taką obfitością, ze człowiek stawał oniemiały z zachwytu. Mirkę cieszyła ta uroda świata prawie tak, jak  ptaków wyśpiewujących od świtania wokół domostwa.  
  Przed Wielkanocą tato zadzwonił, że całą rodziną wybierają się do Rostowa. Wspomniał, że mają mały prezent i wiele spraw do omówienia. Tym prezentem był nowiutki, zielony rower.
  Mama pierwszy raz gościła u córki; trzeba jej było wszystko pokazać i o wszystkim opowiedzieć, a i tak miała mnóstwo pytań.
  Bez entuzjazmu przyjęła propozycję zięcia, by spacerkiem pójść na wielkosobotnie nabożeństwo, bo wolałaby pogadać.
          Dała się namówić i była zachwycona. Przed kościołem płonęło ognisko; poważne, uroczyste, można powiedzieć – natchnione twarze wiernych i ten śpiew chóru
 ‘ Zmartwychwstał Pan Alleluja...”. Później weszli z zapalonymi świecami do ciemnego kościoła i znów było tak pięknie, uroczyście, że mama Listowa popłakała się..
          W drodze powrotnej chwaliła wystrój kościoła, śliczne hortensje, przemiłego księdza; a najbardziej to, że tyle dzieci uczestniczyło w nabożeństwie. Zaczęli wspominać, gdzie zdarzyło im się przeżyć szczególnie piękne uroczystości.
  Mirka usiłowała przypomnieć sobie nazwę przepięknej katedry, którą zwiedzali z Adasiem chyba ze trzy godziny.
   -To Sainte- Chapelle, podpowiedział  maź. I tak tylko  cześć obejrzeliśmy; nie sposób dokładnie zobaczyć  setek scen biblijnych, szyja boli i głowa boli od nieustannego patrzenia w górę.
 Katedra zaczęła powstawać w trzynastym wieku, a ma się bardzo dobrze. Pojechaliśmy Rue de Rivoli do Pla- Palaris du Louvre rano, a wróciliśmy późnym popołudniem. No bo moja żona chciała wszystko obejrzeć zapisać, zapamiętać – tak, że w końcu zapisywała nazwy sklepów.
  -  Przestań, bo zaraz cię palnę! – broniła się Mirka ze śmiechem. –A kto chodził , jak cielę po ogrodach Tuileriei i gapił się na rzeźby gołych bab?.
   Tu Adam nie podjął tematu, bo do tego miejsca pierwszy raz zaprowadziła go Katie. Za to opowiedział, Jak go kiedyś ciocia Rozalia zawiozła do małego kościółka polonii francuskiej i jak tam polskie dzieci cudnie śpiewały pieśni maryjne. Po prostu łzy same płynęły po twarzy.
  Chłopcy słysząc to, też zapragnęli pośpiewać, zaczęli „ Wesoły nam dzień dziś nastał..., ale, że wykrzykiwali słowa zamiast śpiewać, mama ich skarciła i szli już w milczeniu.
  Pierwszy dzień Wielkanocny wstał mglisty i chłodny, dopiero koło obiadu nieśmiało wyjrzało słoneczko. Gdy panowie wrócili ze spaceru, a panie  podały obiad – mama wróciła do wciąż czymś przerywanej rozmowy
   - No więc, jak już mówiłam ojciec był u wujka Józefa w Poznaniu. Zawiózł zaproszenie na Przyjęcie chłopców, zrobił wspaniale zakupy i co prezentów rozmaitych nawiózł! Przyjedziecie to zobaczycie. Jak tak o wszystkim rozmawiali, to ojciec wspomniał, że będziesz potrzebował kwatery, jak będziesz w Poznaniu na praktykach – tu spojrzała na zięcia, który niezbyt uważnie słuchał.
          Adam zrobił wielkie oczy; o szukaniu praktyki w Poznaniu ledwie wspomniał i to w styczniu! A tu takie zaangażowanie, by miał gdzie mieszkać. Mirka słuchała w milczeniu delektując się świąteczną pieczenią. Spojrzała na swoja rodzicielkę, a ta skromniutko spuściła oczy; i już wiedziała o co chodzi – chcą go mieć pod kontrolą.
  W rozmowie z teściem , owszem, opowiadał o swych planach, że jedną z praktyk chce odbyć w Poznaniu w szpitalu im. J. Strusia na ulicy Długiej, gdzie jest  znany z osiągnięć, oddział hematologii, no ale to było teraz, przed godziną.
 Ojciec ani słowem nie zdradził się z tym, że coś już próbował dla zięcia załatwiać.  Adam nie drążył jednakże tematu, bo wszystko jeszcze było palcem na wodzie pisane. Najważniejszą sprawą, która zajmowała i jego, i rodziców była zapowiedź przyjazdu  doktora Floriana Liebmanna
  Nastała chwila ciszy; mama wróciła do zaczętego wątku.
   – Zresztą, jak będziecie na Przyjęciu, to sami z wujkiem porozmawiacie. Acha, i babcia Henia bardzo prosi, byście po drodze zjechali do Białośliwia i ich zabrali.
  – O, z tym może być kłopot, bo nie wiem, czy czasem nie pojedziemy prosto od rodziców, ze Stargardu.  Już chciał napomknąć, że jadą tam w  związku ze spodziewanymi odwiedzinami gościa z Francji, ale ugryzł się w język
  Pod wieczór goście odjechali, a gospodarze, choć tak było miło – odetchnęli z ulgą. Pojedli nawiezionych przysmaków i poszli spać razem z kurami.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

4 07.2020r. Uparta miłość r. 19 [1] pierwszy dziewiętnasty   Tu i ówdzie jeszcze leżał śnieg, w nocy trochę mroziło, ale w powietrzu czuło się nadchodzącą wiosnę Mirkę to uskrzydlało; teraz prawdziwie cieszyła się, że ma swój dom i kawałek ogrodu dookoła. Miała wiele planów i zamierzeń, ale wszystko trzeba było omówić z mężem, wiec czekała z niecierpliwością jego przyjazdu. Do tego miał przywieźć sadzonki pnących róż.   Rodzice obiecali, ze kupią, by oszczędzić młodym szukania i wydatków. Zdążyli już pojąć, że jeśli podczas odwiedzin syna, skupiają się na tym, co myśli i zamierza Mirka – to na Adasia nie trzeba długo czekać – wpadnie przy lada okazji. Jeśli jednak omawia się wiele ważnych spraw, a o synowej nawet się nie wspomni; to długo   będzie mu do domu nie po drodze..   Dlatego, gdy Adam wspomniał o marzeniu żony, że by chciała tak, jak to widzieli w Paryżu przy Saint Bernard   obsadzić ganek i frontową ścianę pnącymi różami – natychmias...
  Wyjść na prostą Iwona marzyła i śniła po nocach o tej chwili, ale nie wierzyła, że kiedyś marzenia się spełnią. A jednak udało jej się uciec z zakładu poprawczego. Klucząc, dobiegła do przedmieścia. Zapadał dżdżysty, październikowy wieczór, gdy dobrnęła do ogródków działkowych. Włamała się do bardzo przyzwoicie wyglądającego domku i tam przenocowała. Znalazła ubranie, żeby się przebrać i parę dość cennych rzeczy, które udało jej się sprzedać na targu. Bez przeszkód wsiadła do pociągu. Rozparta na siedzeniu myślała – Cuda się zdarzają, jestem wolna! Jednakże podróż mogła się skończyć przy pierwszej kontroli biletów. Zaryzykowała i znów się udało. Poszła do konduktora i powiedziała: - Jadę na gapę, chcę przejechać całą Polskę i dotrzeć do Szczecina. I co pan na to?- zapytała. Zrozumiał w czym rzecz, znalazł pusty przedział i skorzystał z okazji. Przemycił Iwonę do Poznania, tam przekazał nowej drużynie konduktorskiej, prowadzącej skład do Szczecina. Już prawie była na miejscu...
  Po burzy jest pogoda W samotnym i smutnym życiu pani Anieli nieoczekiwanie pojawiłł się młody i przystojny Henryk. Życie znów nabrało barw. Była szczęśliwa, a ślub wydawał się być kwestią miesięcy. On jednak zwodził, kręcił i coraz natarczywiej przyglądał się jej dorastającej córce. Dominika była panieńskim dzieckiem Anieli, to dla niej rezygnowała nie raz z kolejnych znajomości, obawiając się, że ten, który ją wybiera, nie będzie chciał jej dziecka. Teraz starała się zapewnić swojej jedynaczce ciekawe zajęcia, miłe towarzystwo, by była jak najdalej od swego przyszłego ojczyma. Za nic w świecie nie chciała stracić Henryka - a córka - no cóż, jest prawie dorosła. Dominika coraz częściej przebywała poza domem, później nie zawsze wracała na noc - a matka, zajęta narzeczonym - na wszystko przymykała oczy. Minął rok i drugi, i skończyło się na tym, że Henryk odszedł, a ludzie wzięli na języki Dominikę, która czuła się wolna, niezależna, nie posłuszna żadnym zasadom. Odeszła o...