Przejdź do głównej zawartości

 20.03.2021r.

 

 

Uparta miłość t.II r.4 [1] 


 

 

 

 Renia – zawsze zdrowa, silna i zaradna – teraz obciążona opieką nad trójką dzieci i nękana dolegliwościami ciążowymi; zwyczajnie nie dawała rady. Kiedy Mirka wracała z pracy i zabierała bliźniaki, opiekunka kładła się do łóżka maksymalnie wymęczona.
 Zbliżał się termin zjazdu na uczelni,   stroskana  mama nieśmiało zapytała, czy może liczyć na opiekę nad dziećmi aż do sobotniego wieczoru, kiedy to Adam wróci z przychodni. Renia westchnęła głęboko, ale nie odmówiła.
 – Jedź, Stasiu mi pomoże, jakoś będzie. Pan Dalszewski miał jednakże wiele zajęć w szkole , wrócił późno.
 Nie wiadomo, czy Renia dzieciaków nie dopilnowała, czy Maciuś przyniósł jakąś infekcję z przedszkola, czy maluchy nadziębły, bo było słonecznie, ale i wietrznie – dosyć, że  zachorowały.
  Przez całą noc z soboty na niedzielę, Adam zdany tylko na siebie, miotał się między jednym kaszlącym i wymiotującym, a drugim, wrzeszczącym wniebogłosy.
 Rano, dzieciaki, choć wymęczone, nie chciały spać, nie chciały też jeść. W ogóle trudno było zająć je czymkolwiek.
  – Boże kochany – rozmyślał młody tata – jeśli to ma być takim kosztem, to nie chcę żony magisterki. Ledwo zabrakło jej starania, już mamy efekt.

 Jedyną, odpowiadającą maluchom zabawą było bujanie na nogach taty; toteż spełniał tę ich zachciankę aż do bólu. Przy tym snuł takie rozważania : że też nikt nie wpadł na pomysł, żeby zatwardziałych złoczyńców  karać za ich winy koniecznością opieki nad chorymi bliźniakami. To by lepiej działało, jak kamieniołomy! Zastanawiał się właśnie, co ma wpierw robić – próbować ponownie nakarmić dzieci, ogarnąć pokój, a może już pomyśleć o obiedzie? Pod ganek podjechał samochód – taxi.  – Acha, Mirka wróciła wcześniej, co za ulga!
  Z taksówki wysiadł Przemek Żeliga !
 – A ten, co tu robi? – wykrzyknął Adam. Nie zdążył nawet pochować porozrzucanych ubranek, zabawek; sprzątnąć ze stołu. Przemek już był w progu.
  – Człowieku, gdzieś ty się zaszył? Taksówkarz miał kłopot, by się o was dopytać! – wołał radośnie.
 – To widać jakiś mało bystry, bo w zasadzie wszyscy nas tu znają – śmiał się Adam ściskając przyjaciela. – No pokaż te swoje łapki, już dobrze?
 – Lewa jako, tako; a prawej jeszcze dużo brakuje – odrzekł Przemek wyciągając przed siebie  dłonie pokryte siecią czerwonych szlaków – śladów po szwach.
 – Nic to, jeszcze parę miesięcy ćwiczeń i będzie dobrze. A co u ciebie/?  Ale Adam nie zdążył odpowiedzieć, bo dzieci ochłonęły już z wielkiego zdziwienia i uderzyły w bek. Przemek wyciągnął ręce do Jagusi – ta wyrwała się i z krzykiem uciekła do taty. 
 – Bierz chłopaka, ten jest bardziej opanowany.  Popatrz na co mi przyszło! Żona studiuje zaocznie, ledwo wyjechała, dzieciaki zachorowały. A ja nie wiem, czy z tych  małych chwil drzemki złożyło by się dwie godziny snu. Nie pamiętam , kiedy coś zjadłem, nie wiem, czy się czesałem, nie mam kiedy wyjść do ubikacji. Na okrągło mam cztery ręce i oczy dookoła głowy!
 – Widzisz, a kobitki jakoś dają radę. Jeszcze sprzątają, piorą, gotują; w międzyczasie jeszcze zdążą się podmalować, włosy zakręcić, by nam się podobać. I jak one to robią? No, ale skoro już jestem, to może na coś się przydam. Tylko zdejmę marynarkę i umyje ręce. Przystąpimy do działania. Co im podajesz?
 – W zasadzie, oprócz ziółek, nic. Zamierzałem wyskoczyć do apteki, ale niani, choć mieszka za ścianą, wolę nie narażać, bo jest w ciąży. W domu nic nie mamy, bo dzieciaki nie chorowały.
  – O, ho, ho – nie chorowały? To pozazdrościć! Mam dwóch siostrzeńców, trochę starszych, ci chorują na okrągło. Już zdążyły się uodpornić na większość antybiotyków.
  Ostatnio siostra mówiła mi, że jest trochę lepiej. Ktoś jej doradził, by zaraz na początku infekcji wcierać dziecku w stopki olejek kamforowy, następnie mały masaż; dwie skarpetki i pod kołderkę!
 Po niedługim namyśle, panowie doktorowie w pocie czoła pracowali, by dobre rady wcielić w życie. Dzieciaki początkowo broniły się rękami i nogami, później złagodniały, uspokoiły się i ugłaskane – wkrótce słodko posnęły.
 – Szkoda, że ich wcześniej nie nakarmiłem – ani jedno, ani drugie nie zjadło śniadania, choć dwa razy podgrzewałem.
 – Spokojnie – sen leczy. Powstają głodne i o wiele zdrowsze.
 Nareszcie można by porozmawiać, ale Przemek chłop  wysoki i dobrze zbudowany potrzebował zjeść. Zdążył zgłodnieć; a tu nie było widoków na jakiś obiad. Zaofiarował się, że przygotuje coś do jedzenia.
 W akademiku, na studenckim wikcie, wpierw wychudł, jak szczapa; potem poszedł po rozum do głowy i po  przepisy do mamy  i nauczył się gotować. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

4 07.2020r. Uparta miłość r. 19 [1] pierwszy dziewiętnasty   Tu i ówdzie jeszcze leżał śnieg, w nocy trochę mroziło, ale w powietrzu czuło się nadchodzącą wiosnę Mirkę to uskrzydlało; teraz prawdziwie cieszyła się, że ma swój dom i kawałek ogrodu dookoła. Miała wiele planów i zamierzeń, ale wszystko trzeba było omówić z mężem, wiec czekała z niecierpliwością jego przyjazdu. Do tego miał przywieźć sadzonki pnących róż.   Rodzice obiecali, ze kupią, by oszczędzić młodym szukania i wydatków. Zdążyli już pojąć, że jeśli podczas odwiedzin syna, skupiają się na tym, co myśli i zamierza Mirka – to na Adasia nie trzeba długo czekać – wpadnie przy lada okazji. Jeśli jednak omawia się wiele ważnych spraw, a o synowej nawet się nie wspomni; to długo   będzie mu do domu nie po drodze..   Dlatego, gdy Adam wspomniał o marzeniu żony, że by chciała tak, jak to widzieli w Paryżu przy Saint Bernard   obsadzić ganek i frontową ścianę pnącymi różami – natychmias...
  Wyjść na prostą Iwona marzyła i śniła po nocach o tej chwili, ale nie wierzyła, że kiedyś marzenia się spełnią. A jednak udało jej się uciec z zakładu poprawczego. Klucząc, dobiegła do przedmieścia. Zapadał dżdżysty, październikowy wieczór, gdy dobrnęła do ogródków działkowych. Włamała się do bardzo przyzwoicie wyglądającego domku i tam przenocowała. Znalazła ubranie, żeby się przebrać i parę dość cennych rzeczy, które udało jej się sprzedać na targu. Bez przeszkód wsiadła do pociągu. Rozparta na siedzeniu myślała – Cuda się zdarzają, jestem wolna! Jednakże podróż mogła się skończyć przy pierwszej kontroli biletów. Zaryzykowała i znów się udało. Poszła do konduktora i powiedziała: - Jadę na gapę, chcę przejechać całą Polskę i dotrzeć do Szczecina. I co pan na to?- zapytała. Zrozumiał w czym rzecz, znalazł pusty przedział i skorzystał z okazji. Przemycił Iwonę do Poznania, tam przekazał nowej drużynie konduktorskiej, prowadzącej skład do Szczecina. Już prawie była na miejscu...
  Po burzy jest pogoda W samotnym i smutnym życiu pani Anieli nieoczekiwanie pojawiłł się młody i przystojny Henryk. Życie znów nabrało barw. Była szczęśliwa, a ślub wydawał się być kwestią miesięcy. On jednak zwodził, kręcił i coraz natarczywiej przyglądał się jej dorastającej córce. Dominika była panieńskim dzieckiem Anieli, to dla niej rezygnowała nie raz z kolejnych znajomości, obawiając się, że ten, który ją wybiera, nie będzie chciał jej dziecka. Teraz starała się zapewnić swojej jedynaczce ciekawe zajęcia, miłe towarzystwo, by była jak najdalej od swego przyszłego ojczyma. Za nic w świecie nie chciała stracić Henryka - a córka - no cóż, jest prawie dorosła. Dominika coraz częściej przebywała poza domem, później nie zawsze wracała na noc - a matka, zajęta narzeczonym - na wszystko przymykała oczy. Minął rok i drugi, i skończyło się na tym, że Henryk odszedł, a ludzie wzięli na języki Dominikę, która czuła się wolna, niezależna, nie posłuszna żadnym zasadom. Odeszła o...