Przejdź do głównej zawartości
29.10. 2021r. Uparta miłośc t.II r. 12 [4] – Rozmawiałam z Brygidką, ona chce, byście wszyscy razem zabrali się z nami do domu. Szymek przetarł zaspane oczy i czekał na dalszy ciąg. – Prosiła byś przyszedł, pomógł wszystko spakować, pozanosić do samochodu.. – Chce, żebym przyszedł?! - Parę lat starszy, ale wujek - siadł na łóżku , machinalnie sięgnął po kanapkę i wpatrywał się w twarz Mirki. – – No bardzo chcą, obie z matką. A Anulka, jak się dopytywał, gdzie tatuś, rwała się, żeby ze mną przyjść. Zgnębiony chłopina odwrócił głowę i długo wycierał nos. – No to bądź gotów, ruszamy przed obiadem! – i Mirka sfrunęła na dół prawie nie dotykając schodów, taka była szczęśliwa. Zalewscy obawiali się, że chwilowo zażegnany konflikt wybuchnie na nowo, że pasażerowie będą kłopotliwi. Ci siedzieli cichutko na tylnym siedzeniu, jeśli coś mówili do siebie to szeptem; a głośno tylko do dzieci. Szymek piastował na kolanach Anulkę, Brygidka zajmowała się Heniem. – Dzień był mroźny i jasny, blade zimowe słoneczko oświetlało zaśnieżony świat; Adam uśmiechał się do żony, zadowolony, że tak dobrze wszystko się ułożyło. Szybko dotarli na miejsce. Dziadkowie wyszli na podwórko i serdecznie, radośnie witali gości. Święta spędzili tylko we dwoje, bardzo radzi byli przybyszom. Babcia zaraz zawinęła się koło obiadu, popatrywała na drzwi, czekając na syna i synową; a że ci poszli do siebie i przepadli, wysłała Mirkę, by ich przywołał na wspólny posiłek. Brygidka przyszła z córeczką, ta przytargała torbę pełną zabawek – synowa przeprosiła, że oni nie głodni i że muszą się rozpakować. – A cóż to za nowe zwyczaje? – oburzyła się babcia – tyle dni odpoczywali, zamiast przyjść , pomóc, poopowiadać poszli i siedzą, jak borsuki! – Niech sobie posiedzą sami ze sobą; wciąż byli między ludźmi, może im się uprzykrzyło – rzekł Adam dyplomatycznie. – U Grzelakowej roboty nie brakuje, oni tam nie leżeli, tylko pomagali – dodała Mirka. Dzieci , ledwo skończyły obiadek, poszły się bawić do pokoju dziadków. Był sposobny czas, by opowiedzieć o całym ciągu perypetii, jakie mieli z synem. – – Calutką jesień żeśmy się z nim kłopotali; mało co nam pomógł przy wykopkach, tylko go gdzieś diabli po wsi nosili. Brygida się zamartwiała, że to przez nią; to mądra dziewczyna i jemu i nam nieraz powtarzała, że ona nie ma żalu, ani pretensji, że nie mają wspólnego dziecka. Mówiła, że rozumie jego niechęć do ewentualnego leczenia, przecież jej siostra latami się leczyła bez rezultatu. No ale on i tak musiał jakieś swoje racje udowadniać, pokazywać, jaki to on ważny, niezastąpiony! – relacjonował dziadek ściszonym głosem. – – Józef z żoną przyjechali na Wszystkich Świętych, chcieliśmy , żeby ich zaprosili do Poznania, i z nim pogadali, ale okazało się, że oni mają dosyć swoich zgryzot. Tomkowa całą ciążę słabuje, a przecież na początku lutego będzie rodzić. Jarek chce, żeby go z tego PAP –u, czy jak tam – do Moskwy wysłali. To się Jadwini nie widzi, bo tam go Tatiana do cała ujarzmi – dodała babcia. – A gdzie Szymek całe dnie spędzał, u kogo? – zapytał Adam. – – Jest tu paru pijusów, Spółdzielnię Produkcyjną chcą zakładać; z nimi pił i radził. – Po co im Spółdzielnia. Przecież teraz, jak Gierek zniósł obowiązkowe dostawy, to rolnik pracuje dla swego zysku. Gdzie były dobrze prowadzone Spółdzielnie, to działają dalej, słabe upadły, ale żeby ktoś nowe zakładał, to nie słyszałam . Trochę temat znam, bo jak pracowałam w GS -ie miałam z tym styczność. – rzekła Mirka. – Przed Świętami trochę odetchnęliśmy, Szymek więcej w domu pomagał, w oborze porobił – co trzeba i między nimi było i pewnie jest - lepiej. Daj Boże, żeby tak zostało. – No tak, długo to trwało, ale chyba w końcu dotarło do niego, że musi szanować, to, co ma. Bo łatwo zepsuć, trudniej naprawić. To mu trzeba powtarzać, żeby cenił, to, co ma! – rzekł Adam wstając od stołu. – A ma dobrą, wyrozumiałą żonę, ma wspaniałą córeczkę, nic tylko się cieszyć. – dodała Mirka . Odjeżdżali serdecznie przez dziadków żegnani. Szymek z Bbrygidkę wyjrzeli z obórki i tylko ręką pomachali z daleka. Prószył śnieg, nastrój wciąż świąteczny, drogi puste i do domu coraz bliżej – to uskrzydlało kierowcę. - Jest pięknie, za nami tyle różnych przeżyć, ale wszystko nam się udało, nie? – Popatrz , Adaś tyle razy tędy jechaliśmy, a nigdy nie było tak romantycznie. – Ach , żebym nie musiał dziś pchać się do Poznanie, dopieroż byłoby romantycznie... Henio zasnął, Mirka ułożyła go na siedzeniu, otuliła męża płaszczem i dodała – - Tak bym mogła jechać i patrzeć godzinami, jakież te ośnieżone drzewa cudne! Pojutrze rodzice przyjeżdżają, chyba zrobię sernik. Babcia mi zapakowała sporo sera; do tego jajka, kawałek wędzonki. Oni są tacy szczodrzy, tacy kochani. Wszystko , co dają, to ich praca, staranie, dlatego jestem taka wdzięczna. Oby już wszystko tam dobrze się układało. – Cieszę się rzecz jasna, że rodzice przyjadą, ale z drugiej strony to oznacza nowe biesiadowanie, świętowanie, znowu ani chwili wytchnienia. A przede mną ciężki czas – muszę skompletować dokumenty do specjalizacji; do tego na jakiś czas mam przejść na internę. - Musimy zapamiętać ten lasek. Ciekawa jestem, czy wiosną będzie tu równie uroczo - zachwycała się Mirka, gdy minęli Rogoźno. – Czy ty mnie słuchasz, kobieto? – A ty mnie? – roześmiała się tym swoim wysokim wibrującym śmiechem, którego tak lubił słuchać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

 10.10. 2020r.  Uparta miłość r.23 [2] –         Wszystko wskazuje na to, że za troje – rzekł Adaś z uśmiechem.   To stwierdzenie podwoiło   serdeczność gospodarzy. Miło się rozmawiało, lecz Mirce kleiły się oczy ze zmęczenia, widząc to gospodyni zaprowadziła ją do dawnego mieszkania Sabinki   i wróciła   po Adasia. Ten jednak wolał wrócić do teściów. Wobec tego gospodarze zajęli się resztą towarzystwa. Było miło, lecz zrobiło się późno. Przed odejściem Adam, zajrzał do żony – spała smacznie rozrzuciwszy ramiona. –           Chłopcy pobiegli przodem, żeby wszystko opowiedzieć mamie; panowie szli spacerkiem rozmawiając. Tato zwierzył się ze swego kłopotu; niepokoiło go zdrowie żony.   – Boję się, że to może być coś poważnego, mówię ci nieraz to aż przykucnie z bólu. A wspomnij jej o lekarzu, to by cię przetrąciła. Może byś z nią pogadał, nawet trochę postraszył.   – T...
4 07.2020r. Uparta miłość r. 19 [1] pierwszy dziewiętnasty   Tu i ówdzie jeszcze leżał śnieg, w nocy trochę mroziło, ale w powietrzu czuło się nadchodzącą wiosnę Mirkę to uskrzydlało; teraz prawdziwie cieszyła się, że ma swój dom i kawałek ogrodu dookoła. Miała wiele planów i zamierzeń, ale wszystko trzeba było omówić z mężem, wiec czekała z niecierpliwością jego przyjazdu. Do tego miał przywieźć sadzonki pnących róż.   Rodzice obiecali, ze kupią, by oszczędzić młodym szukania i wydatków. Zdążyli już pojąć, że jeśli podczas odwiedzin syna, skupiają się na tym, co myśli i zamierza Mirka – to na Adasia nie trzeba długo czekać – wpadnie przy lada okazji. Jeśli jednak omawia się wiele ważnych spraw, a o synowej nawet się nie wspomni; to długo   będzie mu do domu nie po drodze..   Dlatego, gdy Adam wspomniał o marzeniu żony, że by chciała tak, jak to widzieli w Paryżu przy Saint Bernard   obsadzić ganek i frontową ścianę pnącymi różami – natychmias...
 3.07. 2021r. Uparta miłość t.II r.8 [1]   Pociąg z Krakowa   wjechał na dworzec w Budapeszcie; wysiadających pasażerów otuliło pachnące, ciepłe powietrze.   – Zobaczycie, będzie cudownie! – rzekła Angelika zeskakując ze   stopnia i rozglądając się dookoła. Na szczycie schodów stali rodzice i powiewali czerwonym szalikiem.   Starsi państwo Alamassy wyściskali najpierw córkę i zięcia, a później i pozostałą czwórkę. Mama, niewysoka , korpulentna pani rozglądała się za kimś jeszcze.   – Pyta, gdzie nasze dzieci – wyjaśnił pan Wacław – stęskniła się za wnukami.   Mimo późnej pory, miasto tętniło życiem. Nastał czas urlopów; hotele i pensjonaty pękały w szwach. Teściowie Wacława zawieźli gości   do swego domu przy ulicy   Alagut w pięknej, zielonej dzielnicy – Nephegy. Na tarasie zastali zastawiony stół wszelkim jadłem i napitkiem. Usługiwała im przemiła, starsza pani o cygańskiej urodzie; jak się później okazało, kuzynka pani domu. N...