Przejdź do głównej zawartości
28[2] Ciocia oferowała dosyć wysokie wynagrodzenie za fachową opiekę nad niedołężnym mężem. Wspomniała też, że spotkała w polskim kościele doktora Floriana. On już jest emerytem, ale powiedział, że jak będzie trzeba - załatwi Adamowi intratną pracę w klinice, gdzie wciąż pracuje. Gdyby ten list dotarł do Zalewskich wcześniej, lub później, pewnie by go zignorowali. Jednakże teraz mieli w świeżej pamięci wielotygodniowe zmagania, by pretrwać zimę, więc byli zainteresowai i przyjęli tę propozycję, jak światełko w tunelu. Gdyby tak kupić duże mieszkanie w Poznaniu... Wyjazd pozwoliłby zrealizować ten plan. I tak rozwżając wszystkie argumenty za i przeciw - postanowili, że Adam skorzysta z cioci zaproszenia.Czekała go żmudna, długa droga załatwiania formalności. Pod koniec kwietnia dyrektor Majewski wyjechał do Warszawy na szkolenie. Mirka królowała w jego gabinecie. Pochlebiało jej to, że teraz w szkole to ona o wszystkim decyduje. Z kobiecej próżności, kupiła sobie parę kolorowych szalików i przed lustrem przymierzała, który do czego. W laśnie miała zawołać dzieci z podwórka, by je zawieżć do kościoła na naukę przed Pierwszą Komuni ąŚwiuętą, gdy zadzwonił telefon. Chwilę wsłuchwała się w dziwne odgłosy w słuchawce. Czy ktoś żarty sobie robi? - Haslo, halo, kto mówi? - wołała poruszona. - Córcia, nieszczęście! - wyrzekł wśród łkania ojciec. - Tato, to ty? Boże mój, co się stało? - poczuła, ze ziemia usuwa jej się spod nóg. Ojciec nie był w stanie nic wiecej powiedzieć. Słuchawkę wzięla od niego poani Ludmiła Maćkowiak i paru słowach wyjaśnila przerażonej Mirce, co się wydarzyło. Piotrek miał wypadek. Niestety tragiczny. Nie żyje Bronek Bruzda, którego wiózł na motorze, na tylnym siedzeniu Piotrek ma złamany obojczyk, jest w Koszalinie, w więzieniu Ojciec prosi, by przyjechała, bo oboje z matką zupełnie nie wiedzą , co począć. - Kochana pani Ludmiło - błagała przezwyciężając łkanie - proszę panią i męża - otoczcie moich rodziców opieją, wspomóżcie, doradźcie. Ja przyjadę, ale za parę dni narazie szkoła na mojej głowie. . Dopiero po uroczystych obchodach dnia zwycięstwa udało się Mirce wziąc dwa dni wolnego, by pojechać do rodziców.Uprzedziła ojca telefonicznie - To się dobrze składa, ze nie jedziesz samochodem - głos ojca był spokojny i rzeczowy - odbiorę cię w Szczecinku i pojedziemy do Koszalina. Nasz lekarz - Wesołowski ma tam bratanka, który jest adwokatem, pójdziemy do niego. Pragnienie zobaczenia syna przeważyło i najpierw udali się na Młyńską. Po długim czekaniu, uzyskali jedynie skąpą informację lekarsą. Obojczyk się zrasta, chory już może jeść prawą ręką Wybite kolano zostalo nastawione i może już chodzić. Przed rozprawą mowy nie było o widzeniu, czy podaniu małej paczki , Po uiszczeniu honorarium tato otrzymał wiele obietnic, że mecenas będzie z Piotrkiem w kontakcie, ze zapozna się z aktem oskarzenia, że na bieżąco będzie o wszystkim informował telefonicznie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

  Wyjść na prostą Iwona marzyła i śniła po nocach o tej chwili, ale nie wierzyła, że kiedyś marzenia się spełnią. A jednak udało jej się uciec z zakładu poprawczego. Klucząc, dobiegła do przedmieścia. Zapadał dżdżysty, październikowy wieczór, gdy dobrnęła do ogródków działkowych. Włamała się do bardzo przyzwoicie wyglądającego domku i tam przenocowała. Znalazła ubranie, żeby się przebrać i parę dość cennych rzeczy, które udało jej się sprzedać na targu. Bez przeszkód wsiadła do pociągu. Rozparta na siedzeniu myślała – Cuda się zdarzają, jestem wolna! Jednakże podróż mogła się skończyć przy pierwszej kontroli biletów. Zaryzykowała i znów się udało. Poszła do konduktora i powiedziała: - Jadę na gapę, chcę przejechać całą Polskę i dotrzeć do Szczecina. I co pan na to?- zapytała. Zrozumiał w czym rzecz, znalazł pusty przedział i skorzystał z okazji. Przemycił Iwonę do Poznania, tam przekazał nowej drużynie konduktorskiej, prowadzącej skład do Szczecina. Już prawie była na miejscu...
  Po burzy jest pogoda W samotnym i smutnym życiu pani Anieli nieoczekiwanie pojawiłł się młody i przystojny Henryk. Życie znów nabrało barw. Była szczęśliwa, a ślub wydawał się być kwestią miesięcy. On jednak zwodził, kręcił i coraz natarczywiej przyglądał się jej dorastającej córce. Dominika była panieńskim dzieckiem Anieli, to dla niej rezygnowała nie raz z kolejnych znajomości, obawiając się, że ten, który ją wybiera, nie będzie chciał jej dziecka. Teraz starała się zapewnić swojej jedynaczce ciekawe zajęcia, miłe towarzystwo, by była jak najdalej od swego przyszłego ojczyma. Za nic w świecie nie chciała stracić Henryka - a córka - no cóż, jest prawie dorosła. Dominika coraz częściej przebywała poza domem, później nie zawsze wracała na noc - a matka, zajęta narzeczonym - na wszystko przymykała oczy. Minął rok i drugi, i skończyło się na tym, że Henryk odszedł, a ludzie wzięli na języki Dominikę, która czuła się wolna, niezależna, nie posłuszna żadnym zasadom. Odeszła o...
14.09.2019r. Uparta miłość r.IV.[3]  Zapadł wieczór, wielki , pomarańczowy księżyc wyłonił się spoza chmurek. Pachniało maciejką, końcem lata; było niewiarygodnie pięknie i romantycznie. Poszli do parku. Mirka była rozmarzona, szczęśliwa; mogłaby tak krążyć z tym wytęsknionym pod cudnym gwiaździstym niebem w nieskończoność. Żadne słowa nie były potrzebne, a przypadkowe muśnięcie jego ręki sprawiało ogromną przyjemność.   Była jednakże ciekawa jego życia. Pytany o studia, opowiadał chętnie , dowcipnie z nutką autoironii. O wyjeździe do Francji też mówił szczerze, że o nim marzy, a jednocześnie boi się, bo słabo zna język.   Adam   utrwalił   sobie już pewien schemat postępowania z   panienkami prowadzący do szybkiego nasycenia zmysłów. Teraz męczył się niezmiernie , bo nie śmiał dotknąć tej pięknej, świeżej i   - czuł to – czystej dziewczyny .- Niech pan uważa, bo tu jest grząski kawałek – ostrzegła, gdy zbliżali się do strumyka.   ...