Przejdź do głównej zawartości
26.02.2024r. Uparta miłość t.III r.7[1] Lisowie wstali skoro świt; trzeba było zawieźć panią Lusię na najwcześniejszy pociąg. Jechała do córki radosna, bo czy może być większe szczęście, niż to przeświadczenie, że Pan Bóg wysłuchuje naszych próśb? Zaginęła - a znalazła się, życie jej wisiało na włosku - a oto przyjdzie nam razem świętować! Dotarła do Rostowa przed obiadem, to była pora, gdy Jagusia jeszcze spała w najlepsze. Wymizerowana, jak po chorobie, przybita, córka rzuciła jej się na szyję z trudem hamując łzy. - Nie desperuj, córka, że nie stało się najgorsze, to łaska od Pana Boga. Teraz już będzie z górki. - Mama, ale, co ta cholerna trucizna, te narkotyki zrobiły z mojego dziecka! Przecież ją nic ni interesuje, nic jej si nie chce. Cała buzia w liszajach, włosy jej obcięli - odrastają, ale są puste placki bez włosów. - Spokojnie, wszystko potrzebuje czasu. Bóg nam dał taką naturę, że prze do przodu, do dobrego!Dziecko rośnie, skaleczysz się, to się zgoi, złamiesz rękę - zrośnie się. Przyjdzie ciężki kłopot - przeminie, a ty rozumu nabierzesz. Tak będzie i tu, tylko pomagaj modlitwą. Mama Lisowa raczej czuła, niż wiedziała, że pomiędzy małżonkami coś zaszło, ale że córka omijała ten temat - nie pytała. Przyjechał Henio na ferie świąteczne, lecz był powściągliwy w rozmowie i raczej milczący. Wybierał sobie zajęcia w obejściu i nad czymś rozmyślał. Nawet wspólna wyprawa wczesnym rankiem na niedzielną Rezurekcję nie rozwiązała mu języka. Późnym popołudniem nareszcie dotarli goście; blady, szczuplutki Adam- bez cienia dawnego uroku - spłoszony i niepewny, za nim Przemek. Od samego patrzenia na niego humor się człowiekowi poprawiał; z uśmiechem od ucha , do ucha z wielką serdecznością w każdym geście . Na końcu wielka i ciężka Natalka ,żywo rozglądająca się dookoła.Mama Lisowa pobiegła do kuchni, by podać spóźniony obiad.Przemek pośpieszył za nią pomagać. Henio od nowa nakrywał stół, bo gości było więcej, niż przewidzieli. Ojciec pomagał wycierając sztućce i talerze. - Usiądź sobie tato, a jak chcesz, to idź i połóż się póki co. - Adm uśmiechnął się ze wzruszeniem patrząc na syna. Natalka zapragnęła wyjść do ogrodu, bo mignęły jej jakieś kwiatki, gdy wjechali na alejkę. Skinęła na Jagusię, ta wycofała się zmieszana. - Z takimi włosami? Natalka pobiegła , wyjęła piękny ażurowy szal ze swojej torby i namówiła dziewczynę, by pozwoliła obwiązać sobie głowę eleganckim turbanem.W pełnym słońcu, wśród młodziutkiej zieleni Jagusia poczęła się uśmiechać, co było balsamem na serce matki. Gdy wracały z bukiecikiem pierwszych kwiatów, Mirka zagadnęła delikatnie: - Nie myślałaś, Natalko, by uprawiać jakiś sport? - Gram w drużynie hokejowej, stoję na bramce, od jesieni chodzę na judo; marzę o tym , by latać na szybowcach i skakać ze spadochronem, ale na to muszę mieć szesnaście lat. W oczach Jagusi było i zainteresowanie i podziw, po chwili rzekła. - U nas w szkol była sekcja gimnastyki artystycznej, trochę zaczęłam chodzić... - Wrócisz do szkoły i dalej będziesz chodzić. - rzekła mata z naciskiem, gdy były już na schodach.W progu stał Przemek, kłaniał się szarmancko i zapraszał - Prosimy do nas, do stołu, piękne panie, bo rosołek stygnie!:

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

  Wyjść na prostą Iwona marzyła i śniła po nocach o tej chwili, ale nie wierzyła, że kiedyś marzenia się spełnią. A jednak udało jej się uciec z zakładu poprawczego. Klucząc, dobiegła do przedmieścia. Zapadał dżdżysty, październikowy wieczór, gdy dobrnęła do ogródków działkowych. Włamała się do bardzo przyzwoicie wyglądającego domku i tam przenocowała. Znalazła ubranie, żeby się przebrać i parę dość cennych rzeczy, które udało jej się sprzedać na targu. Bez przeszkód wsiadła do pociągu. Rozparta na siedzeniu myślała – Cuda się zdarzają, jestem wolna! Jednakże podróż mogła się skończyć przy pierwszej kontroli biletów. Zaryzykowała i znów się udało. Poszła do konduktora i powiedziała: - Jadę na gapę, chcę przejechać całą Polskę i dotrzeć do Szczecina. I co pan na to?- zapytała. Zrozumiał w czym rzecz, znalazł pusty przedział i skorzystał z okazji. Przemycił Iwonę do Poznania, tam przekazał nowej drużynie konduktorskiej, prowadzącej skład do Szczecina. Już prawie była na miejscu...
  Po burzy jest pogoda W samotnym i smutnym życiu pani Anieli nieoczekiwanie pojawiłł się młody i przystojny Henryk. Życie znów nabrało barw. Była szczęśliwa, a ślub wydawał się być kwestią miesięcy. On jednak zwodził, kręcił i coraz natarczywiej przyglądał się jej dorastającej córce. Dominika była panieńskim dzieckiem Anieli, to dla niej rezygnowała nie raz z kolejnych znajomości, obawiając się, że ten, który ją wybiera, nie będzie chciał jej dziecka. Teraz starała się zapewnić swojej jedynaczce ciekawe zajęcia, miłe towarzystwo, by była jak najdalej od swego przyszłego ojczyma. Za nic w świecie nie chciała stracić Henryka - a córka - no cóż, jest prawie dorosła. Dominika coraz częściej przebywała poza domem, później nie zawsze wracała na noc - a matka, zajęta narzeczonym - na wszystko przymykała oczy. Minął rok i drugi, i skończyło się na tym, że Henryk odszedł, a ludzie wzięli na języki Dominikę, która czuła się wolna, niezależna, nie posłuszna żadnym zasadom. Odeszła o...
14.09.2019r. Uparta miłość r.IV.[3]  Zapadł wieczór, wielki , pomarańczowy księżyc wyłonił się spoza chmurek. Pachniało maciejką, końcem lata; było niewiarygodnie pięknie i romantycznie. Poszli do parku. Mirka była rozmarzona, szczęśliwa; mogłaby tak krążyć z tym wytęsknionym pod cudnym gwiaździstym niebem w nieskończoność. Żadne słowa nie były potrzebne, a przypadkowe muśnięcie jego ręki sprawiało ogromną przyjemność.   Była jednakże ciekawa jego życia. Pytany o studia, opowiadał chętnie , dowcipnie z nutką autoironii. O wyjeździe do Francji też mówił szczerze, że o nim marzy, a jednocześnie boi się, bo słabo zna język.   Adam   utrwalił   sobie już pewien schemat postępowania z   panienkami prowadzący do szybkiego nasycenia zmysłów. Teraz męczył się niezmiernie , bo nie śmiał dotknąć tej pięknej, świeżej i   - czuł to – czystej dziewczyny .- Niech pan uważa, bo tu jest grząski kawałek – ostrzegła, gdy zbliżali się do strumyka.   ...