Przejdź do głównej zawartości
15.12. 2024r. - Stać was było na restaurację?- pytali rodzice. - Nie było, więc wesele było u nas w mieszkaniu; gości było niewielu. - Czekaj, Maciek - trochę nas było - no bo tak mój szef , właściciel zakładu fotograficznego z żoną. Oni nie mają dzieci, ale przygarnęli mego kumpla - Karola - dalekiego krewnego. Przyszli z dziewczyną, która u nich sprząta - Majką - Ładna mi dziewczyna pod trzydziestkę - śmiał się Maciek - ale sie przydała, bo rządziła w kuchni, jak byliśmy w kościele. - Nasz lokator wstał skoro świt i nagotował rosołu; resztę mieliśmy z restauracji, no i goście coś przynieśli. Oprócz tych naszych było jeszcze jedno małżeństwo i nasz Heniek. - O, skubany, pary z gęby nie puścił. Mogliście jeszcze Julkę zaprosić - rzekła Mirka - Myśleliśmy o tym, ale ona jest taka impulsywna - a mojej mamie starczy słówko i gotowa przystąpić do gwałtownych działań - westchnął Maciek. - O tu jest zdjęcie, jak tańczycie, ty już w innej błękitnej sukni - Adam pokazywał fotkę rozbawionych gości - To prezent od męża, mówi, że niejednego Sylwestra w niej opękam - śmiał się Jagusia. Adam wstał nalał wina do kieliszków i wzniósł toast: - Jestem szczęśliwy, że moja córka poślubiła takiego mądrego, dobrego człowieka. Życzę wam byście wspólnie zbudowali szczęśliwy dom i kochającą się rodzinę. Wypili, pogadali jeszcze chwilę i poczuli sie senni. Mirka przygotowana do snu, próbowała przenieść małą z wózka do łóżeczka. Mąż ją powstrzymał. - Zostaw ją, niech śpi. Obudzi się, to się przewinie i przeniesie. Leżąc obok małżonka zagadnęła. - Bardo mi się podobała twoja swoboda i pogoda ducha, toast był wspaniały, tylko - czy to wszystko szczerze, tak czujesz? Przecież ona go nie kocha. - Adam milczał chwilę, zapatrzony w ciemność za oknem, po czym rzekł: - Ponoć matki wyczuwają, co ich dzieci czują, ale nie zawsze. Moim rodzicom też tak się zdawało. Nie raz mnie przekonywali, że prawdziwa miłość, to jeszcze nie teraz, nie panna z Pogórza. Na szczęście słuchałem własnego serca i nigdy nie żałowałem - powiedział cichutko i przygarnął małżonkę. Wczesnym rankiem Jagusia zeszła do kuchni i zastała matkę delektującą się poranną kawką. - Jak Marii; dała pospać? Jest dużo lepiej, spała do czwartej, wojowała do szóstej, najadła się i znowu śpi. - A tato razem z nią? - Nie, nie. Wstał wcześnie, trzeba było rozpalić w centralnym; za parę dni kwiecień, a tu znowu przymroziło. Teraz pojechał po większe zakupy, przyjedzie, zje i do Przychodni. Słyszałam, jak Maciek wychodził. - Ano - westchnęła córka. - Poszedł do rodziców pogadać, jak się da. Nami się nie kłopoczcie, ten kumpel zajedzie po nas pod wieczór; wracamy do Poznania. Przez chwilę milczały zajęte śniadaniem - Córcia, małżeństwo, to sprawa poważna, a ty jesteś taka młodziutka, nie skomplikujesz sobie życia? Przecież masz szkołę. - Spoko. Byłam u wychowawczyni, poszłyśmy do dyrektora. Nie ma przeszkód, choć nazwisko zmieniłam. U nas nie takie rzeczy miały miejsce - dziewczyny z brzuchem pod nosem pisały maturę; bywało też, że babcia z wnuczkiem w wózku czekała, aż córka zda egzamin, wyjdzie i nakarmi dziecko. Nic się nikomu nie stało - dzieci rosną, szkoła stoi, jak stała. - Jesteś pewna swoich uczuć? Przemyślałaś wszystko? - Miałam dużo czasu. Od kiedy pamiętam - każde spotkanie z Mackiem, to było wyznanie miłości. Bez słów.Teraz, kiedy musimy się rozstać, pomyślałam, że znajdzie tam dziewczynę, z którą nie będzie wiecznych problemów i rozmyśli się. - A on się boi, że ty spotkasz kogoś, jak on będzie nieobecny? - Dokładnie tak! - roześmiały się -.Ładnie by było, jakbyście zawiadomili dziadków osobiście, dziadek Witek pewnie będzie u nas, ale do Lisów moglibyście pojechać. - Napiszemy, bo nas nie będzie na Wielkanoc. Maćkowi przydzielili mieszkanie, które ma być remontowane latem, do tego czasu coś mu tam wynajmą. No ale, jakby sam odnowił, to oni zwrócą za materiały. Mój dzielny chłopak przystał na to. Koledzy postanowili pomóc; więc jedziemy na całe ferie wiosenne, chyba z sześć osób, nasz Heniek też - Mój Boże jakby nie ta kruszynka, to my już nie mamy dzieci - westchnęła Mirka nasłuchując, czy mała się nie obudziła.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

4 07.2020r. Uparta miłość r. 19 [1] pierwszy dziewiętnasty   Tu i ówdzie jeszcze leżał śnieg, w nocy trochę mroziło, ale w powietrzu czuło się nadchodzącą wiosnę Mirkę to uskrzydlało; teraz prawdziwie cieszyła się, że ma swój dom i kawałek ogrodu dookoła. Miała wiele planów i zamierzeń, ale wszystko trzeba było omówić z mężem, wiec czekała z niecierpliwością jego przyjazdu. Do tego miał przywieźć sadzonki pnących róż.   Rodzice obiecali, ze kupią, by oszczędzić młodym szukania i wydatków. Zdążyli już pojąć, że jeśli podczas odwiedzin syna, skupiają się na tym, co myśli i zamierza Mirka – to na Adasia nie trzeba długo czekać – wpadnie przy lada okazji. Jeśli jednak omawia się wiele ważnych spraw, a o synowej nawet się nie wspomni; to długo   będzie mu do domu nie po drodze..   Dlatego, gdy Adam wspomniał o marzeniu żony, że by chciała tak, jak to widzieli w Paryżu przy Saint Bernard   obsadzić ganek i frontową ścianę pnącymi różami – natychmias...
  Wyjść na prostą Iwona marzyła i śniła po nocach o tej chwili, ale nie wierzyła, że kiedyś marzenia się spełnią. A jednak udało jej się uciec z zakładu poprawczego. Klucząc, dobiegła do przedmieścia. Zapadał dżdżysty, październikowy wieczór, gdy dobrnęła do ogródków działkowych. Włamała się do bardzo przyzwoicie wyglądającego domku i tam przenocowała. Znalazła ubranie, żeby się przebrać i parę dość cennych rzeczy, które udało jej się sprzedać na targu. Bez przeszkód wsiadła do pociągu. Rozparta na siedzeniu myślała – Cuda się zdarzają, jestem wolna! Jednakże podróż mogła się skończyć przy pierwszej kontroli biletów. Zaryzykowała i znów się udało. Poszła do konduktora i powiedziała: - Jadę na gapę, chcę przejechać całą Polskę i dotrzeć do Szczecina. I co pan na to?- zapytała. Zrozumiał w czym rzecz, znalazł pusty przedział i skorzystał z okazji. Przemycił Iwonę do Poznania, tam przekazał nowej drużynie konduktorskiej, prowadzącej skład do Szczecina. Już prawie była na miejscu...
  Po burzy jest pogoda W samotnym i smutnym życiu pani Anieli nieoczekiwanie pojawiłł się młody i przystojny Henryk. Życie znów nabrało barw. Była szczęśliwa, a ślub wydawał się być kwestią miesięcy. On jednak zwodził, kręcił i coraz natarczywiej przyglądał się jej dorastającej córce. Dominika była panieńskim dzieckiem Anieli, to dla niej rezygnowała nie raz z kolejnych znajomości, obawiając się, że ten, który ją wybiera, nie będzie chciał jej dziecka. Teraz starała się zapewnić swojej jedynaczce ciekawe zajęcia, miłe towarzystwo, by była jak najdalej od swego przyszłego ojczyma. Za nic w świecie nie chciała stracić Henryka - a córka - no cóż, jest prawie dorosła. Dominika coraz częściej przebywała poza domem, później nie zawsze wracała na noc - a matka, zajęta narzeczonym - na wszystko przymykała oczy. Minął rok i drugi, i skończyło się na tym, że Henryk odszedł, a ludzie wzięli na języki Dominikę, która czuła się wolna, niezależna, nie posłuszna żadnym zasadom. Odeszła o...