Przejdź do głównej zawartości
1.12.2025r. Uparta miłość t.III r. 18[6] Wakacje dobiegały końca. Mirka wiedząc, że parę dni przed rozpoczęciem roku, musi być w gotowości i na miejscu, nagliła, by wreszcie wybrać się do córki. Pogoda była bardzo niesprzyjająca - do południa świat spowijały gęste mgły, a droga daleka. Wyjechali bardzo wcześnie, Marii gwałtownie protestował, ale otulona ciepłym pledem, ułożona na tylnym siedzeniu, wkrótce zamilkła, a po paru kilometrach zasnęła -Pamiętam Jagusię w jej wieku, z nią nie poszło by tak łatwo - rzekł Adam półgłosem. - O, tak, miało dziecko charakterek - uśmiechnęła się matka do wspomnień. - Tak Henio, jak i inne dzieci musiały ustępować. Ona musiała być w centrum- podziwiana i adorowana. - A teraz zaszyta w głuchym lesie nikogo nie potrzebuje, tak jej dobrze. - Kto by pomyślał; albo, ze ten cichy nieśmiały Henio tak sobie będzie dawał radę. Doprawdy on mnie zadziwia! - Mirka westchnęła rozpamiętując różne, trudne sytuacje - ale jak miło po latach usłyszeć te słowa! - Daj Boże by ten związek z Klaudią zakończył się małżeństwem. Oboje angażują się coraz bardziej. Jakby tak - to mają to poznańskie mieszkanie, nie muszą się martwić. - Nie wybiegaj tak w przyszłość - roześmiał się mąż - życie potrafi bardzo zaskoczyć, pisząc swój scenariusz.Póki co, jestem szczęśliwy, że Maciek sprawuje pieczę nad lokatorami. Nie chciałbym tych pieniędzy i tego kłopotu.No patrz - dodał - prawie dziewiąta, a tu dalej mroczno, szaro i ponuro. Ta magla - ani w górę, ani w dół. - Zjedź na pobocze, napijemy się kawy. Wysiedli, żeby rozprostować kości. Nasiąknięty wilgocią , spowity w gęstą mgłę, las wyglądał tajemniczo, a nade wszystko pięknie pachniał. Z rzadka przejeżdżające samochody, wyglądały jak zjawy ze snu. Wrócili na swoje miejsca i rozkoszowali się gorącą kawą. - Wiesz, jak sobie uświadomię, ze niedługo będę dziadkiem, to ogarnia mnie taka fala radości, czułości i sam nie wiem czego jeszcze - odezwał się powoli ruszając. - Z podobnych uczuć zwierzał mi się Przemek; tak mi go żal. Radość zamieniła się w zgryzotę. Dobrze, że Zuzia odnalazła się w nowej sytuacji, i jak Henio zauważył - jest bardzo zadowolona. - Tak, tylko pomyśl, co będzie, jak ta dziewczyna faktycznie zabierze małą Anię. Aż strach pomyśleć. - Wiesz co, w życiu Zuzi było już tak różnie - a kończyło się dobrze. Może i tym razem Opatrzność znajdzie takie wyjście, ze nikt nie będzie płakał. - Gdybym miał brata, nie kochał bym go bardziej, niż Żeligę. To prawdziwy przyjaciel- na dobre i złe. A jego życie, to nawracające pasma udręki. Ledwo wystartował - poharatane ręce, groźba amputacji. Później parę lat szczęśliwego pożycia z Elwirą, ale następne lata, to już była huśtawka - raz dobrze, raz źle. W zależności od tego, na ile rządził alkohol. W końcu rozwód. - No i szczęśliwy związek z Zuzią. - Póki nie przyszła choroba Elwiry i wybryki Natalki - Przemek, jak zwykłe poczuł się winny. Na szczęście, ma kogoś, na kim może się oprzeć. - O tak, Zuzia go nie zawiedzie. Kiedyś tak sobie pomyślałem, że życie tej kobiety - to gotowy scenariusz filmowy. No bo popatrz: Halinka opowiadała kiedyś Łukowskim, ze zamierzała adoptować chłopca. Pojechały więc z promotorką z ośrodka adopcyjnego do domu dziecka. Tamta wskazywała na sympatycznego malca, ale Halinkę urzekły piękne, szare oczy cichutkiej dziewczynki. Po czasie okazało się, że mogą być kłopoty, bo mała ma siostrę. Halinka jednak była niezłomna; pokonała nakazy i zakazy i wzięła obie. - Tak, mama mówiła, że bywało różnie, jak to z dwójką dzieci, gdy matka jest zdana tylko na siebie.I że Halina jest przekonana, że nad małymi czuwali ich tragicznie zmarli rodzice, dlatego nigdy nic się nie stało -- Wychowała, wykształciła; a kiedy zdecydowała wyjść z tego Szweda i wyjechać, to młodsza na to - jak na lato; a Zuzia powiedziała, że zostaje. Pieniądze z pensji, z najmu pokoi - mogła popłynąć, a ona, jak mniszka. -No bez przesady, mniszki nie lubują się w drogich samochodach. - To przyszło później, jak z nieba spadł wujek Wejhert...Nareszcie wyjechali z lasów na otwartą przestrzeń. Mgła zniknęła, jakby nigdy jej nie było. Obudzona jasnością Marii, siadła, oświadczyła, że jest głodna i chce śniadanko!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

 10.10. 2020r.  Uparta miłość r.23 [2] –         Wszystko wskazuje na to, że za troje – rzekł Adaś z uśmiechem.   To stwierdzenie podwoiło   serdeczność gospodarzy. Miło się rozmawiało, lecz Mirce kleiły się oczy ze zmęczenia, widząc to gospodyni zaprowadziła ją do dawnego mieszkania Sabinki   i wróciła   po Adasia. Ten jednak wolał wrócić do teściów. Wobec tego gospodarze zajęli się resztą towarzystwa. Było miło, lecz zrobiło się późno. Przed odejściem Adam, zajrzał do żony – spała smacznie rozrzuciwszy ramiona. –           Chłopcy pobiegli przodem, żeby wszystko opowiedzieć mamie; panowie szli spacerkiem rozmawiając. Tato zwierzył się ze swego kłopotu; niepokoiło go zdrowie żony.   – Boję się, że to może być coś poważnego, mówię ci nieraz to aż przykucnie z bólu. A wspomnij jej o lekarzu, to by cię przetrąciła. Może byś z nią pogadał, nawet trochę postraszył.   – T...
4 07.2020r. Uparta miłość r. 19 [1] pierwszy dziewiętnasty   Tu i ówdzie jeszcze leżał śnieg, w nocy trochę mroziło, ale w powietrzu czuło się nadchodzącą wiosnę Mirkę to uskrzydlało; teraz prawdziwie cieszyła się, że ma swój dom i kawałek ogrodu dookoła. Miała wiele planów i zamierzeń, ale wszystko trzeba było omówić z mężem, wiec czekała z niecierpliwością jego przyjazdu. Do tego miał przywieźć sadzonki pnących róż.   Rodzice obiecali, ze kupią, by oszczędzić młodym szukania i wydatków. Zdążyli już pojąć, że jeśli podczas odwiedzin syna, skupiają się na tym, co myśli i zamierza Mirka – to na Adasia nie trzeba długo czekać – wpadnie przy lada okazji. Jeśli jednak omawia się wiele ważnych spraw, a o synowej nawet się nie wspomni; to długo   będzie mu do domu nie po drodze..   Dlatego, gdy Adam wspomniał o marzeniu żony, że by chciała tak, jak to widzieli w Paryżu przy Saint Bernard   obsadzić ganek i frontową ścianę pnącymi różami – natychmias...
 3.07. 2021r. Uparta miłość t.II r.8 [1]   Pociąg z Krakowa   wjechał na dworzec w Budapeszcie; wysiadających pasażerów otuliło pachnące, ciepłe powietrze.   – Zobaczycie, będzie cudownie! – rzekła Angelika zeskakując ze   stopnia i rozglądając się dookoła. Na szczycie schodów stali rodzice i powiewali czerwonym szalikiem.   Starsi państwo Alamassy wyściskali najpierw córkę i zięcia, a później i pozostałą czwórkę. Mama, niewysoka , korpulentna pani rozglądała się za kimś jeszcze.   – Pyta, gdzie nasze dzieci – wyjaśnił pan Wacław – stęskniła się za wnukami.   Mimo późnej pory, miasto tętniło życiem. Nastał czas urlopów; hotele i pensjonaty pękały w szwach. Teściowie Wacława zawieźli gości   do swego domu przy ulicy   Alagut w pięknej, zielonej dzielnicy – Nephegy. Na tarasie zastali zastawiony stół wszelkim jadłem i napitkiem. Usługiwała im przemiła, starsza pani o cygańskiej urodzie; jak się później okazało, kuzynka pani domu. N...