Jak się nie wie o co chodzi...
Synowa przywiozła do nas wnuki na
parę dni – czteroletnią Moniczke i dziewięcioletniego Bartusia.
Starała się wdrożyć je do porządku, by nie sprawiały nam
kłopotu.
Bartek, ledwo wstał, już chciał włączać
komputer. Matka poleciła ułożyć ubrania wyjęte z plecaka,
schować zabawki, odłożyć na miejsce książeczki; sama poszła
przygotować śniadanie. Zajrzała do pokoju, było sprzątnięte, a
syn już grał w swoje ulubione gry.
Jednakże Monisia miała
oko na poczynania brata i naskarżyła, że wszystko jest na
tapczanie przykryte kołdrą i narzutą.
Wróciłam ze sklepu,
gdy chłopak był ostro karcony, Usłyszałam tylko, że wybrał
sprytne wyjście; a że potrzebowałam chwili, by zdjąć płaszcz
przeciwdeszczowy i zanieść torby do kuchni; rzuciłam tak na chybił
trafił
- A niech się dzieciak uczy za młodu...
Jak
już wyszło szydło z worka, tęgo się przed synową tłumaczyłam.
Zamknęła dyskusję stwierdzeniem:
- Jak się nie wie, o co
chodzi, najlepiej się nie odzywać! Takie to proste!
Historyjki zasłyszane [28]
Komentarze
Prześlij komentarz