Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2026
  Wszystko na swoim miejscu Jako uczeń szkoły gastronomicznej odbywałem praktykę w dużym ośrodku wypoczynkowym. Co tydzień przyjeżdżał hodowca drobiu i zaopatrywał kuchnię w świeże jajka. Kiedyś zachorował i przysłał syna. Młody człowiek stanął w progu i przekrzykując panujący tam hałas oświadczył: - Jestem z jajkami ! A najbliżej stojąca kucharka – pani o potężnej tuszy i niewyparzonym języku – odkrzyknęła - To bardzo ładnie, bo my jesteśmy z cipkami!
Same cuda Po długim pobycie za granicą, przyjechałem na parę miesięcy do kraju. Postanowiłem poodwiedzać bliższą i dalszą rodzinę. Plan był zrealizowany, pozostał jeszcze mój starszy brat. Jakoś nie miałem ochoty, by do nich pojechać. Dziadek po śmierci babci zapisał mu swój dom w zamian za opiekę do śmierci. Ładny domek z dużą działką na przedmieściach wielkiego miasta, jest marzeniem niejednej rodziny. Brat na początku był bardzo zadowolony; z upływem lat radość znikała i było coraz gorzej. Wszyscy wiedzieli, jak oni z żoną cierpią, jak się poświęcają. Dziadek jest złośliwy, nieporadny, marudny, nieobliczalny i tp. Jednakże mama miała nieco inne zdanie, chciała znać moją opinię, bardzo nalegała i zadzwoniłem. Braciszek zaprosił mnie z radością, koniecznie na dwa dni! Pierwszy dzień spędziliśmy razem; najprzyjemniej było przy oglądaniu prezentów, które przywiozłem Przy wspólnym obiedzie dziadek siedział milczący, mało jadł, jeśli się odezwał to głównie do dwóch kilkuletni...
Przykład do naśladowania Oboje jesteśmy od niedawna na emeryturze, swobodnie więc możemy podróżować, by odwiedzać rodzinę. Siedzimy kiedyś w pociągu, przedział powoli zapełnia się pasażerami. ~ Żona przegląda kolorowe pisma, ja wyglądam przez okno. Jestem trochę niedyskretny, gdyż popatruje na młodą parę, żegnającą się przed rozstaniem Czarnulka tuli się do lubego, całuje go czule , on ociera jej łzy i szepcze coś do ucha. Żona też zerknęła na nich. Czyś ty kiedykolwiek tak mnie żegnała? Wiele bym dał ,byś choć trochę była do niej podobna – rzekłem do żony. Moja małżonka bowiem jest powściągliwa w okazywaniu uczuć. Pociąg ruszył w drogę, po jakimś czasie poszliśmy do Warsu napić się kawy. Żona patrzy na sąsiedni stolik, trąca mnie w ramie i pyta: - Czy aby na pewno chciałbyś, bym była podobna do tej panienki ? Oglądam się, moja czarnulka pije kawę w towarzystwie przystojnego marynarza. Patrzą sobie w oczy, on przykrywa jej dłoń swoją ręką, ona się wdzięczy. ...
Szczeniaczek - a najlepiej dwa Nasza wierna psina zakończyła żywot; cała rodzina bardzo to przeżyła. Postanowiliśmy niezwłocznie przygarnąć szczeniaczka, by zapełnić pustkę. Krewni i znajomi rozglądali się za pieskiem dla nas. Szwagier wybrał się po miód do znajomego pszczelarza, a widząc tam urocze psiaki, wziął jednego dla nas. Obdzwonił też rodzinę, że jest miód i że niedrogo. Pojechała więc po miód kuzynka , zobaczyła pieski i bez namysłu wybrała jednego dla nas. Stanowczo odmówiliśmy przyjęcia, bo jeden już był. Uprosiła, by potrzymać psinę dzień dwa – aż ona przekona męża. Zadzwoniła, ze mąż nie chce, ale szuka chętnego wśród sąsiadów, żeby jeszcze wytrzymać parę dni. Sąsiedzi też nie chcieli, lecz kiedy nam o tym powiedziała, my nie kazaliśmy dalej szukać, bo dzieci polubiły oba psy i nie chciały żadnego oddawać. Wtedy przyjechała moja przyjaciółka i przywiozła nam szczeniaka owczarka podhalańskiego – szczęśliwa, że udało się kupić go za grosz...
Przeminęło z wiatrem Na początku klasy maturalnej przybył nam nowy kolega, bardzo przystojny. Cała żeńska połowa zgłupiała na jego punkcie, ja też Nie zwracał na to uwagi. Przed balem maturalnym zaczął mnie faworyzować i wybrał na swoją partnerkę. Cudowna, niezapomniana noc i nic poza tym. Drogi nasze się rozeszły: on poszedł na studia, ja do pracy: parę listów i cisza. Dowiedziałam się, że z całą rodziną wyjechał do Niemiec. Wyszłam za mąż, urodził nam się synek, ale nie układało się i przyszło do rozwodu. Zajęta wychowaniem, kształceniem syna, pochłonięta pracą, nie myślałam o sobie. Chłopak dorósł i poszedł na swoje. Wtedy odżyły marzenie o małym szczęściu we dwoje. Przyszło zaproszenie na Zjazd Absolwentów; od znajomej dowiedziałam się, że On też przyjedzie z Niemiec! Syn wiózł mnie na ów Zjazd; na stacji benzynowej jakiś spasiony elegant awanturował się o parę złotych reszty. Jechaliśmy za nim jakiś czas - przez okno wyrzucał puszki, pudełka . Syn się dziwił, bo sa...
Na wszelki wypadek Mój wujek mieszka sam za wsią, na tak zwanym wybudowaniu. Radzi sobie całkiem nieźle mimo podeszłego wieku. Ma dwa psy i całą gromadę kotów, które woła po imieniu. Po zakupy jeździ rowerem, no chyba, że jest bardzo zła pogoda – wtedy trzeba mu sprawunki przywieźć. Właśnie podczas takich odwiedzin, gdy dotarłem z zaopatrzeniem, obszedłem domostwo dookoła i widzę, że o ścianę oparta jest drabina, a okno na pięterku uchylone. No tak , koty najważniejsze, mogą wchodzić i wychodzić , kiedy zechcą. Gdyby ciocia żyła nigdy nie pozwoliłaby na takie fanaberie - pomyślałem – Wujku – mówię zaniepokojony – przecież ty wprost zapraszasz złodzieja do domu! Wejdzie sobie po drabinie, a okno ma otwarte! – Ale tam. – odrzekł, uśmiechając się pod wąsem - Nie wejdzie; jeszcze dobrze nie stanie a już rypnie , bo ja wszystkie szczebelki podpiłowałem. Z cyklu - Historyjki zasłyszane [8]  
Pozory mylą Niegrzeczny synek naszych sąsiadów ma brzydki zwyczaj – dzwoni do naszych drzwi , po czym ucieka i chowa się za ścianą. Tego dnia miałam parę spraw do załatwienie, coś do zawekowania i obiad do przygotowania Sos mi się przypalił; i od rana miałam zły humor. Rozległ się przeciągły dzwonek, akurat mieszałam bigos w dużym garnku drewnianą łyżką - Tym razem mi nie uciekniesz, łobuzie – myślałam biegnąc do drzwi. Z impetem otworzyłam i wpadłam na Bogu ducha winnego listonosza, który od niedawna objął nasz rejon. Polecony wypadł mu z ręki. - To na mnie ta łycha? Byłam tak zmieszana, że nie mogłam trafić z podpisem do odpowiedniej rubryki. Zaczęłam się tłumaczyć, ale on nie miał czasu słuchać. Traf chciał, że po kilku dniach przyszła do nas paczka. Mąż był akurat w domu, ale bardzo się śpieszył, bo miał jakieś spotkanie biznesowe w pracy. Pobiegł otworzyć tak, jak stał: z mokrymi włosami, w rozpiętej koszuli i w jednej skarpetce Jesteśmy poważnymi ludźmi, ...
Myślenie logiczne Mój mąż pracuje za granicą. Kiedy urodziło nam się drugie dziecko, przyjechał na urlop. Niestety, po miesiącu musiał wracać. Wtedy zapowiedziała się teściowa, że przyjedzie pomagać. Mały domagał się jedzenia, więc zamknęłam się z nim w sypialni, by nakarmić i ukołysać do snu. Honory pani domu sprawowała nasza córeczka – trzy i pół letnia Zuzia. Przywitała babcię, ale do sypialni nie wpuściła. – Mój braciszek teraz je kolację, nie można przeszkadzać. – Znaczy mama karmi Kubusia? – Nie, nie karmi.Nie wiesz babciu? On sam sobie bierze jedzenie od mamy i pije. Jak się naje to będzie spał. Wtedy wejdziesz, babciu.  
Prezent Z Jagodą byłyśmy przyjaciółkami chyba od przedszkola. Nieodłączne w podstawówce i ogólniaku. Dopiero gdy ona dostała się na wymarzoną Akademię Sztuk Pięknych, a ja oblałam egzamin na psychologię, nasze grogi się rozeszły. Trzeba było coś robić. Po przeszkoleniu pracowałam w przedszkolu, jako pomoc wychowawcy. Po latach skończyłam Studium i byłam pełnoprawną nauczycielką. Żyliśmy z mężem skromnie z naszych nauczycielskich pensji, ale jakoś powolutku urządzaliśmy się na swoim. Kiedyś odwiedziłam rodziców w moich rodzinnych stronach i mama pokazała mi artykuł w piśmie kobiecym. Było o Jagodzie i jej wielkim sukcesie na wystawie malarskiej we Wiedniu! Jej obrazy bardzo dobrze się sprzedawały ; opowiadała o podróżach po całym świecie. - Co za historia! – wykrzyknęłam - Szkoda, że nie możemy się zobaczyć, choćby w laptopie. Byłoby o czym pogadać. - Góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem owszem – rzekła filozoficznie mama i dodała. – Przecież jej mat...
Smakołyk Syn z synową wybierali się do miasta po większe zakupy; moja żona uznała, że to doskonała okazja, by się z nimi zabrać i pozałatwiać różne sprawy. Bez entuzjazmu przyjąłem wiadomość, bo to na mnie spoczął obowiązek zaopiekowania się niespełna rocznym wnukiem, Na odchodne żona rzekła, ze obiad wystarczy podgrzać, a jak będę miał czas , to mogę zrobić jakąś przystawkę warzywną W lodowce znalazłem trzy pory; opłukałem, pokroiłem i udusiłem na masełku, przyprawiłem. Pyszności! Najadłem się do syta, nakarmiłem dziecko i zadowoleni czekaliśmy reszty rodziny. Wrócili, siedli do obiadu i zaraz zaczęło się wypluwanie, narzekanie, wydziwianie. – Co to za paskudztwo? Tego nie idzie jeść, tu piasek trzeszczy w zębach !- przekrzykiwali się – Ty to jadłeś? – zapytała żona. Oczywiście; bardzo dobre, duszone pory. – No i co? – Nic. Ja nie mam zębów – odpowiedziałem. Mały też nie – dodałem w duchu – Mam nadzieję, że tato nie dał tego dziecku? – zapytała nie...