Smakołyk Syn z synową wybierali się do miasta po większe zakupy; moja żona uznała, że to doskonała okazja, by się z nimi zabrać i pozałatwiać różne sprawy. Bez entuzjazmu przyjąłem wiadomość, bo to na mnie spoczął obowiązek zaopiekowania się niespełna rocznym wnukiem, Na odchodne żona rzekła, ze obiad wystarczy podgrzać, a jak będę miał czas , to mogę zrobić jakąś przystawkę warzywną W lodowce znalazłem trzy pory; opłukałem, pokroiłem i udusiłem na masełku, przyprawiłem. Pyszności! Najadłem się do syta, nakarmiłem dziecko i zadowoleni czekaliśmy reszty rodziny. Wrócili, siedli do obiadu i zaraz zaczęło się wypluwanie, narzekanie, wydziwianie. – Co to za paskudztwo? Tego nie idzie jeść, tu piasek trzeszczy w zębach !- przekrzykiwali się – Ty to jadłeś? – zapytała żona. Oczywiście; bardzo dobre, duszone pory. – No i co? – Nic. Ja nie mam zębów – odpowiedziałem. Mały też nie – dodałem w duchu – Mam nadzieję, że tato nie dał tego dziecku? – zapytała nie...