Przejdź do głównej zawartości

Prezent

Z Jagodą byłyśmy przyjaciółkami chyba od przedszkola. Nieodłączne w podstawówce i ogólniaku. Dopiero gdy ona dostała się na wymarzoną Akademię Sztuk Pięknych, a ja oblałam egzamin na psychologię, nasze grogi się rozeszły.
Trzeba było coś robić. Po przeszkoleniu pracowałam w przedszkolu, jako pomoc wychowawcy. Po latach skończyłam Studium i byłam pełnoprawną nauczycielką. Żyliśmy z mężem skromnie z naszych nauczycielskich pensji, ale jakoś powolutku urządzaliśmy się na swoim.

Kiedyś odwiedziłam rodziców w moich rodzinnych stronach i mama pokazała mi artykuł w piśmie kobiecym. Było o Jagodzie i jej wielkim sukcesie na wystawie malarskiej we Wiedniu! Jej obrazy bardzo dobrze się sprzedawały ; opowiadała o podróżach po całym świecie.
- Co za historia! – wykrzyknęłam - Szkoda, że nie możemy się zobaczyć, choćby w laptopie. Byłoby o czym pogadać.
- Góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem owszem – rzekła filozoficznie mama i dodała. – Przecież jej matka jeszcze żyje, no i liczne rodzeństwo, może kiedyś przyjedzie. I faktycznie spotkanie zaczynało być realne. Podczas następnych wakacji zaprosiliśmy jej młodszą siostrę. Opowiedziała o planach Jagody – że jest po kolejnym rozwodzie, obecny jej partner to Chorwat; planują osiąść w Polsce. Zapowiedziała swój przyjazd na najbliższe Święta Bożego Narodzenia. Podałam mój numer telefonu i prosiłam, by maja przyjaciółka do mnie zadzwoniła.
Jesienią odezwała się. Zaproponowała swoją wizytę na dzień po Świętach.
Wzięliśmy pożyczkę, odnowiliśmy mieszkanie i zawczasu kupiliśmy prezent: dosyć drogi serwis do kawy.
Zapadał wczesny, zimowy wieczór – doczekaliśmy się! Piękny samochód; Jagoda w czarnym kożuszku ze świecącymi naszywkami, włosy w kolorach tęczy, bukiet kwiatów w ręku. Pan w brązowym długim płaszczu, czarnym kapeluszu z pięknie zapakowanym sporym prezentem. Nie było przechodnia, który by nie patrzył z zachwytem na nich, zmierzających do naszego bloku!
Ugościliśmy po królewsku, wysłuchaliśmy barwnych opowieści o malowaniu, o wystawach, aukcjach, podróżach, znajomościach. Nasi chłopcy słuchali i patrzyli zachwyceni; czekali, że może piękna pani, obwieszona biżuterią, powie coś do nich, albo o coś zapyta – nie było na to czasu. Podobnie też na choćby zdawkowe pytanie, jak my żyjemy.
Po paru godzinach, z uczuciem wielkiej ulgi – pożegnaliśmy gości. Rozpakowaliśmy prezent. W środku były trzy nienowe książki o sztuce, duża plastikowa, kolorowa misa z akcesoriami do kąpieli i trzy duże, ładne ręczniki kąpielowe oznaczone dyskretnym nadrukiem jednego ze szwajcarskich hoteli.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

  Wyjść na prostą Iwona marzyła i śniła po nocach o tej chwili, ale nie wierzyła, że kiedyś marzenia się spełnią. A jednak udało jej się uciec z zakładu poprawczego. Klucząc, dobiegła do przedmieścia. Zapadał dżdżysty, październikowy wieczór, gdy dobrnęła do ogródków działkowych. Włamała się do bardzo przyzwoicie wyglądającego domku i tam przenocowała. Znalazła ubranie, żeby się przebrać i parę dość cennych rzeczy, które udało jej się sprzedać na targu. Bez przeszkód wsiadła do pociągu. Rozparta na siedzeniu myślała – Cuda się zdarzają, jestem wolna! Jednakże podróż mogła się skończyć przy pierwszej kontroli biletów. Zaryzykowała i znów się udało. Poszła do konduktora i powiedziała: - Jadę na gapę, chcę przejechać całą Polskę i dotrzeć do Szczecina. I co pan na to?- zapytała. Zrozumiał w czym rzecz, znalazł pusty przedział i skorzystał z okazji. Przemycił Iwonę do Poznania, tam przekazał nowej drużynie konduktorskiej, prowadzącej skład do Szczecina. Już prawie była na miejscu...
  Po burzy jest pogoda W samotnym i smutnym życiu pani Anieli nieoczekiwanie pojawiłł się młody i przystojny Henryk. Życie znów nabrało barw. Była szczęśliwa, a ślub wydawał się być kwestią miesięcy. On jednak zwodził, kręcił i coraz natarczywiej przyglądał się jej dorastającej córce. Dominika była panieńskim dzieckiem Anieli, to dla niej rezygnowała nie raz z kolejnych znajomości, obawiając się, że ten, który ją wybiera, nie będzie chciał jej dziecka. Teraz starała się zapewnić swojej jedynaczce ciekawe zajęcia, miłe towarzystwo, by była jak najdalej od swego przyszłego ojczyma. Za nic w świecie nie chciała stracić Henryka - a córka - no cóż, jest prawie dorosła. Dominika coraz częściej przebywała poza domem, później nie zawsze wracała na noc - a matka, zajęta narzeczonym - na wszystko przymykała oczy. Minął rok i drugi, i skończyło się na tym, że Henryk odszedł, a ludzie wzięli na języki Dominikę, która czuła się wolna, niezależna, nie posłuszna żadnym zasadom. Odeszła o...
14.09.2019r. Uparta miłość r.IV.[3]  Zapadł wieczór, wielki , pomarańczowy księżyc wyłonił się spoza chmurek. Pachniało maciejką, końcem lata; było niewiarygodnie pięknie i romantycznie. Poszli do parku. Mirka była rozmarzona, szczęśliwa; mogłaby tak krążyć z tym wytęsknionym pod cudnym gwiaździstym niebem w nieskończoność. Żadne słowa nie były potrzebne, a przypadkowe muśnięcie jego ręki sprawiało ogromną przyjemność.   Była jednakże ciekawa jego życia. Pytany o studia, opowiadał chętnie , dowcipnie z nutką autoironii. O wyjeździe do Francji też mówił szczerze, że o nim marzy, a jednocześnie boi się, bo słabo zna język.   Adam   utrwalił   sobie już pewien schemat postępowania z   panienkami prowadzący do szybkiego nasycenia zmysłów. Teraz męczył się niezmiernie , bo nie śmiał dotknąć tej pięknej, świeżej i   - czuł to – czystej dziewczyny .- Niech pan uważa, bo tu jest grząski kawałek – ostrzegła, gdy zbliżali się do strumyka.   ...