Koneserka
Od kiedy pamiętam, nasza sędziwa
babcia miała stały poranny rytuał: przy pięknie nakrytym stoliku
pod oknem, piła kawusię, a do niej kieliszek dobrego koniaczku.
Była w pełni sprawna, mimo, że dobijała do osiemdziesiątki, po
drobne zakupy wychodziła sama. Po jakimś czasie przestała
wychodzić i wtedy rodzinka kupała drobne sprawunki..
Czas
mijał, babcia niedomagała, wtedy moja rodzicielka zabroniła
kuzynostwu przynoszenia, a nam kupowania alkoholu. no , a matce
picia ..
Pod ręką był wnuk – mój młodszy brat, babcia
dawała mu pieniądze na zamówiony towar. Czasem przekupiła mnie.
Dostawaliśmy za fatygę, ale bratu było mało. Wymyślił, że
kupimy najtańszą brandy i przelejemy do
butelki po koniaku. Wkrótce
zamówienia się skończyły; a babcia poczęła prosić zięcia,
czyli mego tatę, by kupił, co trzeba. I przy tym się wygadała:
- Chłopaki mi kupowali, ale teraz przynoszą jakąś podróbę
i jedyna nadzieja w tobie Nieźle nam się oberwało Tato drążył
temat.
= Jak poznałaś mamusiu, że to nie oryginał?
–
Ja nie poznałam, moja wątroba mi powiedziała!
Komentarze
Prześlij komentarz