Mój stary chomik
Od dawna wiedziałam, ze mój mąż
chowa gdzieś drobne sumy. Kiedy przychodziły wnuki, zawsze miał ,
żeby im po parę złotych dać, podobnie miał z czego wesprzeć
któregoś z sąsiadów, kiedy był w potrzebie.
Natomiast,
kiedy ja pytałam o jego zaskórniaki, odpowiadał niezmiennie, że
owszem miał co nieco, ale już ani grosza a nie ma.
W naszym
małym mieszkaniu docierałam w zasadzie do każdego zakamarka, a
jednak nie wiedziałam, gdzie chowa pieniądze. Korzystając z
jesiennego pogodnego dnia; powynosiłam nasze zimowe okrycia na
balkon. Także leciwy kożuszek nie noszony ze względu na łagodne
zimy. Mąż poszedł zrobić większe zakupy.. W kieszeni kożuszka
była sakiewka, a w niej całkiem ładna sumka.
Mąż wrócił,
spojrzał na balkon i mina mu zrzedła. Do wieczora popatrywał na
mnie wyczekująco.
Pewnie rozważał: -Znalazła, czy nie?
Zabierze, czy zostawi? Będzie się gniewać, czy puści płazem?
Ja przyjęłam taktykę: -Nic nie widziałam, nic nie wiem.
Następnego dnia sakiewka zniknęła. Postanowiłam - nie szukać,
nie dociekać, nie komentować. Niech sobie ma! Tyle jego.
Historyjki zasłyszane
Komentarze
Prześlij komentarz