Przejdź do głównej zawartości

Posty

  Skojarzenia Gdy byłem piękny i młody; zaczynałem swoją karierę pedagogiczną w małej, wiejskiej szkole. Byłem przygotowany do nauczania geografii, ale nie było fizyka i mi przydzielono ten przedmiot. Dzień po dniu zgłębiałem materiał dawno zapomniany, no i jakoś szło. Aż tu pewnego zimowego dnia przyjeżdża pan Wizytator! Mężczyzna wielki, milczący i groźny. Jak popatrzył, człowiek zapominał, języka w gębie . Chwilę zabawił w gabinecie dyrektorki, później stanął przed planem lekcji i coś sobie notował; po czym oświadczył: -Na początek chciałbym na fizykę do szóstej klasy. Dostałem obuchem w łeb, mimo to zdołałem powiedzieć: - To do mnie. Proszę bardzo, zapraszam. Szliśmy korytarzem, układałem sobie w głowie przebieg lekcji, a do walącego serduszka szeptałem: Spokojnie, powolutku, damy radę. Pogodnie, z uśmiechem zaczynam:: - Na ostatniej lekcji mówiliśmy o krzepnięciu. Kto pamięta i nam przypomni na czym polega zjawisko krzepnięcia? Cichutko, wystraszone dzie...
Na badaniu Nasz syn zamierzał się przenieść do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Potrzebne było zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia. Telefonicznie załatwiłem rejestrację; mieliśmy się zgłosić z samego rana, przed pierwszymi pacjentami. Pielęgniarka, miła, starsza pani, poprosiła syna do gabinetu, żeby – nim lekarz przyjdzie, pacjenta zważyć zmierzyć i powypisywać, co trzeba. Po chwili otworzyła drzwi i poprosiła mnie do środka. – Ma pan zdrowy kręgosłup? – zapytała. No tak, chłopak ma coś z kręgosłupem i chce wiedzieć, czy to dziedziczne. Już po jego planach! – pomyślałem. -Nigdy nie narzekałem na jakieś bóle – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. -Nie mogę go zważyć, bo to stare dziadostwo – wskazała na wagę, - jest rozregulowane. Mamy tu taką nowoczesną, ale zakleszczyła się pod biurkiem. Podniesiemy biurko, a chłopak wagę wyciągnie. Bo mnie to lubi dysk wyskoczyć – dodała na usprawiedliwienie. Historyjki zasłyszane  
Moja matura Niedawno, w gronie znajomych, opowiadaliśmy sobie, jak to było, gdy zdawaliśmy maturę U mnie było tak: Na początku czerwca miałem ostatnie egzaminy ustne, ale to było mało ważne. Rodzina żyła przygotowaniami do wesela mojej starszej siostry. Przyszła fala upałów, kucharki drżały, czy nie zepsują się zgromadzone produkty. W czwartek przyszły szwagier i rodzice do późnej nocy zwozili do remizy lodówki od krewnych i znajomych. W piątek wstałem bardzo wcześnie, by spokojnie zjeść śniadanie, przejrzeć notatki i zdążyć na poranny autobus do miasteczka. Po jakimś czasie weszła mama do kuchni i mrużąc oczy z niewyspania zapytała: - A ty coś taki wystrojony od rana? Nic ci się nie pomyliło? Wesele mamy jutro! Z żalem wyjaśniłem, że przecież jadę na ostatni egzamin z geografii, a nikt o tym nie pamięta. - No faktycznie. Mój Boże – westchnęła - tyle mam na głowie, że niedługo zapomnę, jak się nazywam. Obrządzę i pomodlę się , by ci dobrze poszło. Nie wiem, co pomog...
Kochaj bliźniego swego Mój dziadek zbiera zioła.; przyrządza z nich mieszanki i jakieś mikstury, którymi pomaga krewnym i znajomym. Kiedyś zadzwonił jego przyjaciel z sąsiedniej miejscowości, że czeka na obiecane ziółka do moczenia obolałych nóg. Rozważaliśmy, jak je dostarczyć. Można by zostawić w sklepie i przy okazji zakupów by je zabrali, albo dać dzieciom i w szkole daliby jego wnukom. Stanęło na tym, że wezmę je do kościoła i ktoś z rodziny się po nie zgłosi. Z taką wiadomością zadzwoniłam do kolegi mego dziadka. – Tylko tak, żeby ksiądz nie widział. – zastrzegł starszy pan .- A to dlaczego? – No bo też by zaraz chciał – odrzekł poważnie mój rozmówca. Omal nie parsknęłam śmiechem – nasz ksiądz jest młody i zdrowy, jednakże niedawno, chcąc zaakcentować poparcie dla miejscowej drużyny piłkarskiej wszedł na boisko. Trochę ucierpiał w starciu z przeciwnikiem i teraz lekko utyka. Historyjki zasłyszane 32  
  Koneserka Od kiedy pamiętam, nasza sędziwa babcia miała stały poranny rytuał: przy pięknie nakrytym stoliku pod oknem, piła kawusię, a do niej kieliszek dobrego koniaczku. Była w pełni sprawna, mimo, że dobijała do osiemdziesiątki, po drobne zakupy wychodziła sama. Po jakimś czasie przestała wychodzić i wtedy rodzinka kupała drobne sprawunki.. Czas mijał, babcia niedomagała, wtedy moja rodzicielka zabroniła kuzynostwu przynoszenia, a nam kupowania alkoholu. no , a matce picia .. Pod ręką był wnuk – mój młodszy brat, babcia dawała mu pieniądze na zamówiony towar. Czasem przekupiła mnie. Dostawaliśmy za fatygę, ale bratu było mało. Wymyślił, że kupimy najtańszą brandy i przelejemy do butelki po koniaku. Wkrótce zamówienia się skończyły; a babcia poczęła prosić zięcia, czyli mego tatę, by kupił, co trzeba. I przy tym się wygadała: - Chłopaki mi kupowali, ale teraz przynoszą jakąś podróbę i jedyna nadzieja w tobie Nieźle nam się oberwało Tato drążył temat. = J...
Jak się nie wie o co chodzi... Synowa przywiozła do nas wnuki na parę dni – czteroletnią Moniczke i dziewięcioletniego Bartusia. Starała się wdrożyć je do porządku, by nie sprawiały nam kłopotu. Bartek, ledwo wstał, już chciał włączać komputer. Matka poleciła ułożyć ubrania wyjęte z plecaka, schować zabawki, odłożyć na miejsce książeczki; sama poszła przygotować śniadanie. Zajrzała do pokoju, było sprzątnięte, a syn już grał w swoje ulubione gry. Jednakże Monisia miała oko na poczynania brata i naskarżyła, że wszystko jest na tapczanie przykryte kołdrą i narzutą. Wróciłam ze sklepu, gdy chłopak był ostro karcony, Usłyszałam tylko, że wybrał sprytne wyjście; a że potrzebowałam chwili, by zdjąć płaszcz przeciwdeszczowy i zanieść torby do kuchni; rzuciłam tak na chybił trafił - A niech się dzieciak uczy za młodu... Jak już wyszło szydło z worka, tęgo się przed synową tłumaczyłam. Zamknęła dyskusję stwierdzeniem: - Jak się nie wie, o co chodzi, najlepiej si...
Najważniejszy prąd! Nasi dwaj synowie od dziecka byli wdrażani, by dbać o porządek w ich wspólnym pokoju. Teraz już dobijają do pełnoletności i to stało się rutyną . Dyżurują po tygodniu, a kiedy spodziewają się wizyty jakiejś swojej koleżanki – porządki są gruntowniejsze. Tak się złożyło, że dyżur miał młodszy – Tomek, a Wojtek przyprowadził koleżankę. Późnym wieczorem usłyszeliśmy, że bracia się kłócą. – Jesteś wyjątkowo podły i złośliwy! – wykrzykiwał Wojtek. - Ja bym ci nigdy tego nie zrobił, mogłeś choć z grubsza ogarnąć. Co ona sobie o nas pomyśli?!. Tomek odpowiedział spokojnie: - Po pierwsze w ogóle się nie rozglądała, a po drugie zważ, że nie będziesz musiał ciągnąć prądu przedłużaczem z korytarza, bo wtyczka jest naprawiona!