Przejdź do głównej zawartości

Posty

13 październik 2018r. Witajcie!   Zioła na wątrobę:dziurawiec, krwawnik, tysiącznik,mięta, nagietek, kocanka, rumianek,owoc jałowca, dzika róża glistnik i lawenda. Najlepiej działa mieszanka z nieparzystej liczby ziół   Stracone szczęście3 Przyszła jesień, zaczął się rok akademicki. Marta nie musiała chodzić na wszystkie wykłady, gdyż część przedmiotów miała zaliczone – nie porzuciła więc pracy. Całkiem nieźle godziła jedno z drugim.    Do męża jeździła rzadziej; raz, że zainteresował ja współpracownik, który się przyjął   do hurtowni, a dwa, że było mniej czasu.        Nowy był rozwodnikiem, miał na imię Jerzy. Elegancki , zadbany; a przy tym przedsiębiorczy, rzutki, pełen inicjatywy - od pierwszych dni zdobył   serca niewieściej części załogi .Tak się złożyło, że póki co – dzielił biurko z Martą. Miał moc zajęć i spraw do załatwienia, wciąż coś gubił, czegoś szukał. Pedantyczna współtowarzyszka podsuwała mu potrzeb...
12 październik 2018r. Witajcie!  Na przeziębienie i gorączkę zaleca się mieszanki z ziół:  liść mięty, kwiat lipowy, kw. czarnego bzu, kora wierzby, owoc czarnej jagody, ziele tysiącznika, liść brzozy,owoc maliny   Stracone szczęście 2 Po powrocie z ferii, Hubert chciał zakończyć   znajomość, ale dla Marty był zbyt cenną zdobyczą, by ot tak pozwolić mu odejść. Wciąż była tam, gdzie spodziewała się go zastać. No i stało się tak, że zostali parą, choć on do końca nie wiedział, czy tego chce. Wynajęli stancję; miał uprane, posprzątane, jedzonko było niezłe i zawsze na czas – czego więcej chcieć? A do tego on był pierwszym, który dotknął jej ust – a ona pierwszą, którą on posiadł. Urzeczeni nowymi dla siebie doznaniami, wkrótce się pobrali.   Marta wyładniała, nabrała gracji i pewności siebie. Zachłysnęła się tym szczęściem tak bardzo, że zawaliła ostatnie egzaminy i wzięła urlop dziekański. Hubert, aczkolwiek też szczęśliwy, doskonale radz...
10 październik 2018r. Witajcie!  Od jutra nowe opowiadanie i  jakie zioła na co według Jadwigi Górnickiej. Zapraszam! Kochaj bliźniego swego Mój dziadek zbiera zioła.; przyrządza z nich mieszanki i jakieś mikstury, którymi pomaga krewnym i znajomym.   Kiedyś zadzwonił jego przyjaciel z sąsiedniej miejscowości, że czeka na obiecane ziółka do moczenia nóg. Rozważaliśmy, jak je dostarczyć.   Można by zostawić w sklepie i przy okazji zakupów by je zabrali, albo dać dzieciom i w szkole daliby jego wnukom. Stanęło na tym, że wezmę je do kościoła i ktoś z rodziny się po nie zgłosi.   – Tylko tak, żeby ksiądz nie widział.   – zastrzegł starszy pan   .- A   to dlaczego?    – No bo też by zaraz chciał – odrzekł poważnie mój rozmówca.    Omal nie parsknęłam śmiechem – nasz ksiądz jest młody i zdrowy, jednakże niedawno, chcąc zaakcentować poparcie dla miejscowej drużyny piłkarskiej wszedł na boisko.   Trochę...
9 październik2018r. Witajcie!  Dziś i jutro humoreski, a póżniej nowe opowiadanie. Zapraszam!  Na badaniu   Nasz syn zamierzał się przenieść do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Potrzebne było zaświadczenie lekarski o stanie zdrowia. Telefonicznie załatwiłem rejestrację; mieliśmy się zgłosić z samego rana, przed pierwszymi pacjentami.    Pielęgniarka, miła, starsza pani, poprosiła syna do gabinetu,   żeby – nim lekarz przyjdzie, pacjenta zważyć zmierzyć i powypisywać, co trzeba.   Po chwili otworzyła drzwi i poprosiła mnie do środka. –   Ma pan zdrowy kręgosłup? – zapytała. No tak, chłopak ma coś z kręgosłupem i chce wiedzieć, czy to dziedziczne.   -Nigdy nie narzekałem na jakieś bóle – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. -Nie mogę go zważyć, bo to stare dziadostwo – wskazała na wagę,   - jest rozregulowane. Mamy tu taką nowoczesną, ale zakleszczyła się pod biurkiem. Podniesiemy biurko, a chłopak wagę wyciągnie. B...
8 październik 2018r. Witajcie!  Moje wesele 8 Wysłałam Jankowi wzory potrzebnych pism, później odebrałam przesyłkę z podziękowaniami i słodkościami – i nic, cisza. Za to zadzwoniła do mnie Jola, miała wielką potrzebę wygadania się. Była przybita po zerwaniu z narzeczonym   – a już mieszkali razem od roku   i ślub był kwestią miesięcy. Wyżaliła się, po czym zaczęła mnie ciągnąć za język, co u mnie. Widać nie była zadowolona z moich skąpych zwierzeń, bo mnie skarciła, że kłamię. A fakty są takie, że u sąsiadów po modernizacji obory przyszedł czas na dom. Trwa remont; mama Janka zagadnięta – odrzekła, że   to była konieczność, bo wiadomo, jak jest wesele – to w każdym kąciku musi być porządek i ładnie. A jeśli wesele, to tylko Janka – innej możliwości nie ma. A z kim niby on miałby się żenić, jak oprócz mnie nikogo nie   ma ?! -          Moim zdaniem, to będzie mistrzostwo świata, jak wy się pobierzecie, no bo ile ...
7 październik2018r. Witajcie!  Moje wesele 7 Zastanawiałam się, dlaczego Jola nie wspomniała o tym wszystkim ani słowem. Następnego dnie odrzekła, gdy ją zagadnęłam:   -Na nasze potańcówki przyjeżdżają chłopacy z całej okolicy, pomyślałam , że sobie jakiegoś poderwiesz, bo z tym Jankiem...   Straciłam ochotę na dalszą gościnę, mimo przepraszania i nalegania spakowałam torbę i poszłam na przystanek autobusowy. Stałam zamyślona i bardzo smutna, gdy najniespodziewaniej nadbiegł Janek.   Co mnie prowadziło na ten przystanek? – pomyślałam uradowana. Chciał porozmawiać, postanowiłam więc, że wrócę wieczornym autobusem i poszliśmy na daleki spacer. Było   mgliście i dosyć ciepło, jak na koniec listopada. Nad pustymi polami krążyły stada jakichś, czarnych ptaków.    Mój towarzysz milczał długą chwilę, po czym wyrzucił z siebie cały niepokój i strach i bezradność ; Zeszłej nocy matka   dostała ataku serca; był moment, że umierała. Leży w szp...
6 październik 2018r.  Witajcie! Moje wesele 3 trzymać się blisko Janka. Trochę się bałam , ale nadrabiałam miną i traktowałam go nieco z góry. Dość obcesowo Zanurzyliśmy się w leśną gęstwinę; wkrótce stwierdziłam, że moja Jola gdzieś przepadła, nie wypytywałam o gospodarstwo, o zawód; posunęłam się tak daleko, że zapytałam, czemu się nie ożenił.    Odpowiadał machinalnie, jakby myślał o czymś dalekim, cały czas jednakże bacznie mi się przyglądał. Ja też łapałam się na tym, że zamiast pod nogi – gapiłam się na niego. W jego uśmiechu krył się jakiś trudny do opisania urok.    Wkrótce napełniliśmy grzybami i koszyk i zapasową torbę. Odpoczywaliśmy. Przytuliłam się do smukłej brzózki i odczuwałam błogi spokój. Pomyślałam, że mogłabym tak stać godzinami. Gdy oddawałam się błogiej medytacji, Jan podszedł i objął mnie i drzewo. -          A wie pani co ja teraz zrobię? – zapytał szeptem. -    ...