Przejdź do głównej zawartości

Posty

29.01.1022r. Uparta miłośc t.II r.17[1] Waldek Łukowski szczęśliwie obronił pracę magisterską, miesiąc odpoczywał u rodziców, po czym wyjechał do pracy do Drezna. Tam się osiedlił Sylwek Markowski i namówił kolejny raz żądnego przygód i zarobku młodziana by przybył. Po paru miesiącach Waldek przyjechał do Polski pozałatwiać formalności, gdyż zamierzał osiąść w Niemczech na dobre. Odwiedził też Adama, ten przyjechawszy do domu, zdawał żonie relację z tej niespodziewanej wizyty. -Waldek mnie odwiedził! Nie zgadniesz po co. Zaprasza nas usilnie na dwa tygodnie do niego, do Drezna. Tyle razy był przejazdem w Poznaniu, tyle razy czekał z powodu przesiadek, ale nigdy nie przyszło mu do głowy, by się ze mną spotkać. A teraz zadał sobie tyle trudu, by mnie znaleźć w szpitalu Przez dobrą godzinę trajlował, namawiał, przekonywał byśmy skorzystali z jego zaproszenia. Dla mnie to dziwne, że mu aż tak zależy, byśmy przyjechali. Mirka ogławiała pomidory, mąż dreptał za nią, opowiadal i ...
23.01.2022r. Uparta miłość t.II r. 16 [2] – – To będzie na zaś ! – i pani Jadwinia pobiegła do samochodu po torby, koszyczki, słoiczki. Nadeszła R– Ciociu, kto to słyszał, by goście przyjeżdżali ze swoim jedzeniem? Myśmy wczoraj z Renią przygotowały schabowe, bigos i różne sałatki.. enia z całą gromadką : ze swoją trójką i bliźniakami. Julka była po operacji, pomyślnie przebrnęła przez rehabilitację i już całkiem dobrze chodziła. Reni powoli wracała dawna werwa i humor. – Pamięta mnie pani? Poznałyśmy się na weselu, ja jestem Stasia żona – przywitała się z ciocią i wyciągnęła rękę do Igorka, a gdy ten odwrócił do niej głowę, bezwiednie zawołała. – O mój ty Boże kochany! Ciocia uniosła brwi, nie rozumiejąc, a Mirka zganiła ją wzrokiem. – Może coś pomóc? – Gdybyś wzięła dzieci na pół godzinki do piaskownicy, to byłaby najlepsza pomoc – odrzekła gospodyni ujmując Renię pod ramię. Gdy wyszły na ganek, ta zaszeptała: – - Matko Boska, kochana! Czy Tomek zna Barańskiego?...
15.01.2022r. Uparta miłośc t.II r.16 [1] Pod koniec lipca Tomek przywiózł rodziców i synka na parę dni do Rostowa. Gości przyjmował sam gospodarz, gdyż Mirka pracowała na półkoloniach; zapraszał przybyłych do mieszkania, ale goście chcieli rozprostować kości po podróży. Spacerowali po obejściu, patrzyli , co się zmieniło od ostatniej tu gościny. – Pięknie tu macie, cicho, do lasu tak bliziutko. Tylko, że tak na uboczu – ciocia spacerowała z Igorkiem na rękach i co chwila, coś nowego dziecku pokazywała. Mały tylko kręcił główką, nie wiedząc na co wpierw patrzeć, czy na ptaszka, czy na kwiatki, czy na żabkę. - Już niedługo będziemy się cieszyć tym spokojem. Tę drogę do Rąbina mają poszerzyć, może puszczą tędy autobusy do Szamotuł; a od szosy pójdzie lokalna do nowego osiedla. Ten młodnik będzie mocno przetrzebiony – Adam stanął przy parkanie i wskazał na młode sosenki. – Wszędzie widać, że coś się buduje, przez całą drogę podziwialiśmy nowe inwestycje – dodał wujek Józef....
8.01. 2022r. Uparta miłość t.II r.15[3] – Pod wieczór wrócił Piotrek z bliźniakami.; byli najedzeni, zadowoleni i bardzo dumni, bo nauczyli się pisać woskiem na jajkach! Przynieśli w koszyczku parę pięknych pisanek. Chłopak nie czekał na cierpkie uwagi – poszedł obrządzać; – dzieci też zapragnęły karmić świnki, króliczki, kaczki i kurki. Adam ubrał im kurteczki i poszedł z nimi na podwórko. Mama sprzątała ze stołu, gderając; - Tego najbardziej nie lubię – naszykować, nagotować, napiec i nie ma komu jeść. Smutno nam będzie w Święta, szkoda, ze tak się ułożyło. – Może chociaż latem znajdziecie czas, by dłużej zabawić – dodał tato. – Pewnie wpadniemy, ale , czy na dłużej, nie wiem. Zapisałam się na kurs prawa jazdy, zgodziłam się też popracować choć na jednym turnusie półkolonii. Do tego chcemy zaprosić Bondosów, by pobyli u nas parę dni i odpoczęli. Adaś przełożył sobie trudny egzamin z nefrologii na lato, ojciec obiecał, że pomoże w przygotowaniach. No to jak on będzie się u...
01.01.2022r. Uparta miłość t.II r. 15 [2] – Później szefowa pojechała do Warszawy, a myśmy odwiedzili ciotkę pod Radomiem – dodała Werka z ciężkim westchnieniem. – Chodź Łusia do nas , co tam jeszcze szykujesz, wszystkiego jest dosyć - wołał żonę tato. – Wyjrzałam na dwór, a tam deszcz zaczyna padać. Piotrek wziął dzieci do parku, w samych sweterkach. Idę po nich. – Młodzież szykuje plac pod boisko do siatkówki, Stefka z naszymi też tam poszła – Werka zerwała się z krzesła – tak to w kwietniu jest, dopiero przypiekało i naraz zmiana. Nich pani zostanie z gośćmi, ja polecę i całą gromadę przyprowadzę. Wojtek też zamierzał wyjść, wyjął portfel., żeby zapłacić za wózek. – My żadnych pieniędzy nie weźmiemy, niech dobrze służy synkom – powstrzymała go Mirka – proszę usiąść, spokojnie poczekać, czegoś jeszcze sobie nałożyć. – Skoro tak, to wypijmy po kieliszku; wódka ziołowa kupiona w Radomiu – i postawił na stole ozdobną butelkę. Wypili i gościowi język się rozwiązał, z...
25.12. 2021r. Uparta miłość t.II r. 15[1] Pani Stasia Fabisiakowa opiekowała się mieszkaniem Maćkowiaków; gospodarowała tam, gdy wyjeżdżali. A wyjeżdżali często; po Nowym Roku nie było soboty, by gdzieś nie balowali. W zimową, mglistą sobotę Lisowa wybrała się do przyjaciółki, ale zastała tylko Michała. Smażył coś na patelni. – Idź tam do niej, pewnie psom gotuje, zamiast mężowi. Celiny też nie ma , praktykę mają w tej szkole krawieckiej. No i muszę sam sobie obiad robić. Stasia oprowadziła panią Lusię po bogato urządzonych pokojach, później siadły w kuchni i delektowały się świeżo zaparzoną czekoladą. Popijały i rozmawiały o gospodarzach tego mieszkania. – Ona jest dobrą kobietą, tylko na pokaz, na postrach jest taka ostra. A z nim jest odwrotnie – im bardziej poznajesz, tym więcej unikasz. – przekonywała Fabisiakowa. - A mój mówi, że Maćkowiak jest w każdym calu w porządku, a ona nigdy do końca nie jest z człowiekiem szczera – dowodziła swoich racji Lisowa. Zadzwonił...
18.12. 2021r. Uparta miłość t.II r. 14[3] – Wszystko dobrze, wyprawa się udała A gdzie nasze pociechy?. – Pewnie zaraz powstają. Mieli dziś kulig w przedszkolu. Wróciły pełne wrażeń, ale po obiedzie zapragnęły odpocząć. – To mówisz, że pani Lonia przyjęła męża bez przeszkód? – Żebyś zobaczyła, jak oni się witali, ściskali, jak się sobą cieszyli – w tym momencie pomyślałem – warto było się pomęczyć, bo drogę mieliśmy fatalną, mimo że pługi i piaskarki jeżdżą bez przerwy. – Nic nie szykuj, nie będę jadł, bo zostałem ugoszczony, nakarmiony, nawet dla ciebie dostałem parę słoiczków. – Ocho, a z czym? – Mieli świniobicie, gospodyni była właśnie zajęta wekowaniem swego przydziału wyrobów. – Czyli zgoda na całej linii? Niepotrzebnie obawialiśmy się jakiejś awantury. – Z tamtego domostwa nawet nikt nie wyjrzał, mogliśmy spokojnie pogadać. Walusiowa opowiadała, jak czekała, że mąż po paru dniach wróci; czas mijał, zaczęła przemyśliwać, jak się wyrwać, jak go odszukać i skłon...