Przejdź do głównej zawartości

Posty

Na wszelki wypadek Mój wujek mieszka sam za wsią, na tak zwanym wybudowaniu. Radzi sobie całkiem nieźle mimo podeszłego wieku. Ma dwa psy i całą gromadę kotów, które woła po imieniu. Po zakupy jeździ rowerem, no chyba, że jest bardzo zła pogoda – wtedy trzeba mu sprawunki przywieźć. Właśnie podczas takich odwiedzin, gdy dotarłem z zaopatrzeniem, obszedłem domostwo dookoła i widzę, że o ścianę oparta jest drabina, a okno na pięterku uchylone. No tak , koty najważniejsze, mogą wchodzić i wychodzić , kiedy zechcą. Gdyby ciocia żyła nigdy nie pozwoliłaby na takie fanaberie - pomyślałem – Wujku – mówię zaniepokojony – przecież ty wprost zapraszasz złodzieja do domu! Wejdzie sobie po drabinie, a okno ma otwarte! – Ale tam. – odrzekł, uśmiechając się pod wąsem - Nie wejdzie; jeszcze dobrze nie stanie a już rypnie , bo ja wszystkie szczebelki podpiłowałem. Z cyklu - Historyjki zasłyszane [8]  
Pozory mylą Niegrzeczny synek naszych sąsiadów ma brzydki zwyczaj – dzwoni do naszych drzwi , po czym ucieka i chowa się za ścianą. Tego dnia miałam parę spraw do załatwienie, coś do zawekowania i obiad do przygotowania Sos mi się przypalił; i od rana miałam zły humor. Rozległ się przeciągły dzwonek, akurat mieszałam bigos w dużym garnku drewnianą łyżką - Tym razem mi nie uciekniesz, łobuzie – myślałam biegnąc do drzwi. Z impetem otworzyłam i wpadłam na Bogu ducha winnego listonosza, który od niedawna objął nasz rejon. Polecony wypadł mu z ręki. - To na mnie ta łycha? Byłam tak zmieszana, że nie mogłam trafić z podpisem do odpowiedniej rubryki. Zaczęłam się tłumaczyć, ale on nie miał czasu słuchać. Traf chciał, że po kilku dniach przyszła do nas paczka. Mąż był akurat w domu, ale bardzo się śpieszył, bo miał jakieś spotkanie biznesowe w pracy. Pobiegł otworzyć tak, jak stał: z mokrymi włosami, w rozpiętej koszuli i w jednej skarpetce Jesteśmy poważnymi ludźmi, ...
Myślenie logiczne Mój mąż pracuje za granicą. Kiedy urodziło nam się drugie dziecko, przyjechał na urlop. Niestety, po miesiącu musiał wracać. Wtedy zapowiedziała się teściowa, że przyjedzie pomagać. Mały domagał się jedzenia, więc zamknęłam się z nim w sypialni, by nakarmić i ukołysać do snu. Honory pani domu sprawowała nasza córeczka – trzy i pół letnia Zuzia. Przywitała babcię, ale do sypialni nie wpuściła. – Mój braciszek teraz je kolację, nie można przeszkadzać. – Znaczy mama karmi Kubusia? – Nie, nie karmi.Nie wiesz babciu? On sam sobie bierze jedzenie od mamy i pije. Jak się naje to będzie spał. Wtedy wejdziesz, babciu.  
Prezent Z Jagodą byłyśmy przyjaciółkami chyba od przedszkola. Nieodłączne w podstawówce i ogólniaku. Dopiero gdy ona dostała się na wymarzoną Akademię Sztuk Pięknych, a ja oblałam egzamin na psychologię, nasze grogi się rozeszły. Trzeba było coś robić. Po przeszkoleniu pracowałam w przedszkolu, jako pomoc wychowawcy. Po latach skończyłam Studium i byłam pełnoprawną nauczycielką. Żyliśmy z mężem skromnie z naszych nauczycielskich pensji, ale jakoś powolutku urządzaliśmy się na swoim. Kiedyś odwiedziłam rodziców w moich rodzinnych stronach i mama pokazała mi artykuł w piśmie kobiecym. Było o Jagodzie i jej wielkim sukcesie na wystawie malarskiej we Wiedniu! Jej obrazy bardzo dobrze się sprzedawały ; opowiadała o podróżach po całym świecie. - Co za historia! – wykrzyknęłam - Szkoda, że nie możemy się zobaczyć, choćby w laptopie. Byłoby o czym pogadać. - Góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem owszem – rzekła filozoficznie mama i dodała. – Przecież jej mat...
Smakołyk Syn z synową wybierali się do miasta po większe zakupy; moja żona uznała, że to doskonała okazja, by się z nimi zabrać i pozałatwiać różne sprawy. Bez entuzjazmu przyjąłem wiadomość, bo to na mnie spoczął obowiązek zaopiekowania się niespełna rocznym wnukiem, Na odchodne żona rzekła, ze obiad wystarczy podgrzać, a jak będę miał czas , to mogę zrobić jakąś przystawkę warzywną W lodowce znalazłem trzy pory; opłukałem, pokroiłem i udusiłem na masełku, przyprawiłem. Pyszności! Najadłem się do syta, nakarmiłem dziecko i zadowoleni czekaliśmy reszty rodziny. Wrócili, siedli do obiadu i zaraz zaczęło się wypluwanie, narzekanie, wydziwianie. – Co to za paskudztwo? Tego nie idzie jeść, tu piasek trzeszczy w zębach !- przekrzykiwali się – Ty to jadłeś? – zapytała żona. Oczywiście; bardzo dobre, duszone pory. – No i co? – Nic. Ja nie mam zębów – odpowiedziałem. Mały też nie – dodałem w duchu – Mam nadzieję, że tato nie dał tego dziecku? – zapytała nie...
  Skojarzenia Gdy byłem piękny i młody; zaczynałem swoją karierę pedagogiczną w małej, wiejskiej szkole. Byłem przygotowany do nauczania geografii, ale nie było fizyka i mi przydzielono ten przedmiot. Dzień po dniu zgłębiałem materiał dawno zapomniany, no i jakoś szło. Aż tu pewnego zimowego dnia przyjeżdża pan Wizytator! Mężczyzna wielki, milczący i groźny. Jak popatrzył, człowiek zapominał, języka w gębie . Chwilę zabawił w gabinecie dyrektorki, później stanął przed planem lekcji i coś sobie notował; po czym oświadczył: -Na początek chciałbym na fizykę do szóstej klasy. Dostałem obuchem w łeb, mimo to zdołałem powiedzieć: - To do mnie. Proszę bardzo, zapraszam. Szliśmy korytarzem, układałem sobie w głowie przebieg lekcji, a do walącego serduszka szeptałem: Spokojnie, powolutku, damy radę. Pogodnie, z uśmiechem zaczynam:: - Na ostatniej lekcji mówiliśmy o krzepnięciu. Kto pamięta i nam przypomni na czym polega zjawisko krzepnięcia? Cichutko, wystraszone dzie...
Na badaniu Nasz syn zamierzał się przenieść do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Potrzebne było zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia. Telefonicznie załatwiłem rejestrację; mieliśmy się zgłosić z samego rana, przed pierwszymi pacjentami. Pielęgniarka, miła, starsza pani, poprosiła syna do gabinetu, żeby – nim lekarz przyjdzie, pacjenta zważyć zmierzyć i powypisywać, co trzeba. Po chwili otworzyła drzwi i poprosiła mnie do środka. – Ma pan zdrowy kręgosłup? – zapytała. No tak, chłopak ma coś z kręgosłupem i chce wiedzieć, czy to dziedziczne. Już po jego planach! – pomyślałem. -Nigdy nie narzekałem na jakieś bóle – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. -Nie mogę go zważyć, bo to stare dziadostwo – wskazała na wagę, - jest rozregulowane. Mamy tu taką nowoczesną, ale zakleszczyła się pod biurkiem. Podniesiemy biurko, a chłopak wagę wyciągnie. Bo mnie to lubi dysk wyskoczyć – dodała na usprawiedliwienie. Historyjki zasłyszane  
Moja matura Niedawno, w gronie znajomych, opowiadaliśmy sobie, jak to było, gdy zdawaliśmy maturę U mnie było tak: Na początku czerwca miałem ostatnie egzaminy ustne, ale to było mało ważne. Rodzina żyła przygotowaniami do wesela mojej starszej siostry. Przyszła fala upałów, kucharki drżały, czy nie zepsują się zgromadzone produkty. W czwartek przyszły szwagier i rodzice do późnej nocy zwozili do remizy lodówki od krewnych i znajomych. W piątek wstałem bardzo wcześnie, by spokojnie zjeść śniadanie, przejrzeć notatki i zdążyć na poranny autobus do miasteczka. Po jakimś czasie weszła mama do kuchni i mrużąc oczy z niewyspania zapytała: - A ty coś taki wystrojony od rana? Nic ci się nie pomyliło? Wesele mamy jutro! Z żalem wyjaśniłem, że przecież jadę na ostatni egzamin z geografii, a nikt o tym nie pamięta. - No faktycznie. Mój Boże – westchnęła - tyle mam na głowie, że niedługo zapomnę, jak się nazywam. Obrządzę i pomodlę się , by ci dobrze poszło. Nie wiem, co pomog...
Kochaj bliźniego swego Mój dziadek zbiera zioła.; przyrządza z nich mieszanki i jakieś mikstury, którymi pomaga krewnym i znajomym. Kiedyś zadzwonił jego przyjaciel z sąsiedniej miejscowości, że czeka na obiecane ziółka do moczenia obolałych nóg. Rozważaliśmy, jak je dostarczyć. Można by zostawić w sklepie i przy okazji zakupów by je zabrali, albo dać dzieciom i w szkole daliby jego wnukom. Stanęło na tym, że wezmę je do kościoła i ktoś z rodziny się po nie zgłosi. Z taką wiadomością zadzwoniłam do kolegi mego dziadka. – Tylko tak, żeby ksiądz nie widział. – zastrzegł starszy pan .- A to dlaczego? – No bo też by zaraz chciał – odrzekł poważnie mój rozmówca. Omal nie parsknęłam śmiechem – nasz ksiądz jest młody i zdrowy, jednakże niedawno, chcąc zaakcentować poparcie dla miejscowej drużyny piłkarskiej wszedł na boisko. Trochę ucierpiał w starciu z przeciwnikiem i teraz lekko utyka. Historyjki zasłyszane 32  
  Koneserka Od kiedy pamiętam, nasza sędziwa babcia miała stały poranny rytuał: przy pięknie nakrytym stoliku pod oknem, piła kawusię, a do niej kieliszek dobrego koniaczku. Była w pełni sprawna, mimo, że dobijała do osiemdziesiątki, po drobne zakupy wychodziła sama. Po jakimś czasie przestała wychodzić i wtedy rodzinka kupała drobne sprawunki.. Czas mijał, babcia niedomagała, wtedy moja rodzicielka zabroniła kuzynostwu przynoszenia, a nam kupowania alkoholu. no , a matce picia .. Pod ręką był wnuk – mój młodszy brat, babcia dawała mu pieniądze na zamówiony towar. Czasem przekupiła mnie. Dostawaliśmy za fatygę, ale bratu było mało. Wymyślił, że kupimy najtańszą brandy i przelejemy do butelki po koniaku. Wkrótce zamówienia się skończyły; a babcia poczęła prosić zięcia, czyli mego tatę, by kupił, co trzeba. I przy tym się wygadała: - Chłopaki mi kupowali, ale teraz przynoszą jakąś podróbę i jedyna nadzieja w tobie Nieźle nam się oberwało Tato drążył temat. = J...
Jak się nie wie o co chodzi... Synowa przywiozła do nas wnuki na parę dni – czteroletnią Moniczke i dziewięcioletniego Bartusia. Starała się wdrożyć je do porządku, by nie sprawiały nam kłopotu. Bartek, ledwo wstał, już chciał włączać komputer. Matka poleciła ułożyć ubrania wyjęte z plecaka, schować zabawki, odłożyć na miejsce książeczki; sama poszła przygotować śniadanie. Zajrzała do pokoju, było sprzątnięte, a syn już grał w swoje ulubione gry. Jednakże Monisia miała oko na poczynania brata i naskarżyła, że wszystko jest na tapczanie przykryte kołdrą i narzutą. Wróciłam ze sklepu, gdy chłopak był ostro karcony, Usłyszałam tylko, że wybrał sprytne wyjście; a że potrzebowałam chwili, by zdjąć płaszcz przeciwdeszczowy i zanieść torby do kuchni; rzuciłam tak na chybił trafił - A niech się dzieciak uczy za młodu... Jak już wyszło szydło z worka, tęgo się przed synową tłumaczyłam. Zamknęła dyskusję stwierdzeniem: - Jak się nie wie, o co chodzi, najlepiej si...
Najważniejszy prąd! Nasi dwaj synowie od dziecka byli wdrażani, by dbać o porządek w ich wspólnym pokoju. Teraz już dobijają do pełnoletności i to stało się rutyną . Dyżurują po tygodniu, a kiedy spodziewają się wizyty jakiejś swojej koleżanki – porządki są gruntowniejsze. Tak się złożyło, że dyżur miał młodszy – Tomek, a Wojtek przyprowadził koleżankę. Późnym wieczorem usłyszeliśmy, że bracia się kłócą. – Jesteś wyjątkowo podły i złośliwy! – wykrzykiwał Wojtek. - Ja bym ci nigdy tego nie zrobił, mogłeś choć z grubsza ogarnąć. Co ona sobie o nas pomyśli?!. Tomek odpowiedział spokojnie: - Po pierwsze w ogóle się nie rozglądała, a po drugie zważ, że nie będziesz musiał ciągnąć prądu przedłużaczem z korytarza, bo wtyczka jest naprawiona!  
  Grunt to wiedza i doświadczenie Mój młodszy brat wraz z małżonką oczekiwali narodzin swego pierwszego dziecka. Rozwiązanie miało nastąpić lada dzień. Któregoś wieczoru brat zadzwonił do mnie i poprosił bym przyszła, gdyż on ma nocne zmiany, a żona czuje się niewyraźnie; żebym u nich zanocowała. Bratowa powiedziała, ze czuje się przy mnie bezpiecznie, bo urodziłam troje dzieci, więc wiem co i jak. Koło drugiej w nocy obudziła mnie z wieścią, że ma bóle. Wyjaśniłam uczenie, że to nie są żadne bóle, tylko tz. skurcze przepowiadające. U pierwiastki bóle przychodzą po jakichś 12 godzinach. Żeby spokojnie spała. Po jakimś czasie znów mnie zawołała że chce jej się pić. – Dziewczyno – powiedziałam rozespana – póki możesz to się ruszaj. Jak przyjdą te prawdziwe bóle, wtedy będziesz obsługiwana. Po szóstej wrócił brat; nie pozwoliłam mu nawet wysiąść z samochodu, nagliłam, żeby żonę wiózł do szpitala. Nie, żeby się coś niepokojącego działo, po prostu chciałam pospać j...
Empatia W niedzielę, w piękny, wiosenny czas, miały być chrzciny naszego synka. W sobotę przyjechała teściowa i moja siostra, by pomóc w przygotowaniach. Zajęta w kuchni, zapomniałam o praniu, które wisiało przed blokiem. Pokazałam siostrze przez okno, który to sznur; ta zbiegła na dół i zebrała rzeczy. Jeden rzut oka i widzę, że to nie nasze, tylko sąsiadki z dołu, która też ma małe dziecko. Zawinęłam wszystko w ręcznik i zamierzałam odnieść, ale mały płakał i zeszło do wieczora. Dzwonek do drzwi, sąsiadka z dołu podaje mi zawiniątko, ja robię to samo; jeden uśmiech i już jej nie ma. – Co ona taka mrukowata? – pyta teściowa – nie mogła wejść, chwilę porozmawiać? Ciasta by skosztowała. - My jesteśmy zajęci, ona nie ma czasu – pośpieszyłam wyjaśniać. – To się nazywa empatia – wtórował mi mąż. – Kto się nazywa Empatia? – zainteresowała się teściowa. – Nie kto, tylko co – wyjaśniła moja siostra – jak ktoś potrafi się wczuć... Ale teściowa nie słuchała wyjaśnień; fu...
Czy to aby zdrowe? W czasie ferii przyjechał do nas na parę dni jedenastoletni wnuczek Jarek. Odkąd został szczęśliwym posiadaczem smarfona, prawie się z nim nie rozstawał i szukał tam opinii na każdy temat. Już następnego dnia, towarzysząc mi w kuchni, dzięki pobranej aplikacji, sprawdzał , przykładając aparat do kodu kreskowego, co dany produkt zawiera i w ilu procentach jest zdrowy. Początkowo trochę mnie to bawiło, po części interesowało, z czasem jednak byłam tym zmęczona i poirytowana – bo mi wciąż powtarzał, że niezdrowo się odżywiam. Jeśli dawał odpocząć aparatowi i mnie, to tylko wtedy, gdy dziadek zabierał go do piwnicy, lub garażu. Próbowałam rozmawiać z mężem, żeby uświadomił małemu, że się niepotrzebnie wymądrza,że przesadza. Przecież organizm potrzebuje różnych substancji, zawartych w różnych produktach. – Niech sobie sprawdza. Prawie nie je słodyczy, nie musi mieć, jak dawniej, keczupu do każdego niemal dania – czy to źle? A jeśli Mariola z Bartkiem też tak ...
Warto obejrzeć Córka mojej koleżanki z pracy wstąpiła do zakonu. Po iluś latach przyszedł czas na złożenie Ślubów Wieczystych. . Kobieta opowiadała nam o tej podniosłej uroczystości, a że miała wszystko na kasecie, poprosiłam o jej wypożyczenie. Siedzę któregoś wieczoru i oglądam; a kiedy przyszło do podziękowania rodzicom – coś ścisnęło mnie za gardło , a łzy popłynęły po twarzy. Właśnie w tym momencie wstąpiła do nas nasza leciwa sąsiadka. Chwilę przyglądała się nagraniu, po czym zapytała; A Młode gdzie siedzą? Popatrzyłam na nią, jak obudzona ze snu. – No Młodej Pary nigdzie nie widać I co oni tych zakonnic tyle naspraszali?! Wytłumaczyłam , jaka to uroczystość. – A co tu jest do oglądania? – wzruszyła ramionami, lecz widząc, że nie mam ochoty na pogawędkę, usiadła i obejrzała ze mną do końca. Wychodząc, skonstatowała: - Wesele, owszem, czemu nie, można pooglądać, ale to barzy chwyta za serce. Z cyklu – Historyjki zasłyszane  
  Co może kobieta Niedawno wspominałyśmy z kuzynką odległe lata naszego dzieciństwa. Prawie każde wakacje spędzaliśmy u babci na wsi. Dziadkowie żyli bardzo skromnie; po sąsiedzku zaś mieszkali bogaci ludzie, mieli liczny inwentarz i piękny sad. Chętnie wspomagali biednych sąsiadów. Niestety dobra pani zmarła w młodym wieku. Pan został z matką staruszką - oboje byli skąpi i nieżyczliwi. Teraz nie było mowy o pomocy, sadu strzegł, jak twierdzy. Wzmocnił ogrodzenie kolczastą tarniną i sprowadził groźne psy. Różnorodność i obfitość owoców była taką pokusą, że my - dzieci i dziurę w płocie znalazłyśmy i psy obłaskawiłyśmy, a do sadu i tak się zakradałyśmy. Tylko do czereśni nie było dostępu, bo pan przywiózł drut kolczasty i rozciągnął dookoła drzew . Przyszedł czas, że sąsiad wciąż wyjeżdżał, ludzie mówili, że ma narzeczoną i będzie ślub. Jakoż faktycznie- przyjechały dwie panie – kandydatka na żonę i tz. swatka. Pogościli się i panie oglądały gospodarstwo. W s...
Cenne wskazówki Jako młoda mężatka bardzo lubiłam odwiedzać teściów, którzy mieszkali w leśniczówce, w lesie. Raz, że mi tam nadskakiwano, a dwa, że okoliczne lasy obfitowały w poziomki ,jagody, maliny, jeżyny, czerwone borówki; a jesienią w grzyby. Wracało się zawsze z pełnymi koszami, tylko że czasem drogi mi się myliły i miałam problem. Teść nauczył mnie, jak kierować się numerami na słupkach i jeszcze dał taką radę: - Jak jest dzień pogodny, pora popołudniowa, to wystarczy, że ci słońce będzie świeciło w róg prawego oka. Na pewno wyjdziesz na leśniczówkę. We wrześniu wybrałam się na grzyby. Wszystko było jak trzeba; numery na słupkach malały, słońce świeciło mi w róg prawego oka i wyszłam po paru godzinach w okolicach wioski oddalonej o dobre pięć kilometrów. Przy najbliższym spotkaniu teść załamał ręce: - Dziewczyno, a nie pomyślałaś, że jesienią promienie słoneczne padają pod innym kątem, niż w lipcu? Ano nie pomyślałam. Z cyklu – Historyjki zasłyszane ...
  Nauka nie poszła w las Wracaliśmy z wnuczkiem z przedszkola i dziecko opowiadało mi, co się wydarzyło. Kto stał w kacie, komu obiad nie smakował i o tym, że jedna dziewczynka oszukała i na podwieczorek zjadła dwa jogurciki! Pochwalił się też,, że umie już zasuwać zamek błyskawiczny, zapinać guziki i zawiązywać sznurowadła; pani ich tego nauczyła. Po obiedzie wpadli znajomi, mogliśmy spokojnie porozmawiać przy kawce – mały bawił się samochodzikami w przedpokoju. Rano okazało się, ze nie tylko samochodzikami Lepiej nie mówić , co się działo, gdy młodsza córka rozplątywała sznurowadła przy swoich trampkach, zięć szarpał z jednej strony, dziadek z drugiej, bo ich półbuty były misternie związane. Nawet moja zapaska kuchenna posłużyła dziecku do ćwiczeń! Historyjki zasłyszane
Dla zdrowotnośći Parę lat temu bieganie nie było tak popularne, jak dziś. Tamtego roku, moja rodzinka już w kwietniu wiedziała, gdzie będziemy latem wypoczywać. Zaczęły się przygotowania. Panie – to znaczy moja żona, kuzynka i córka mierzyły kostiumy kąpielowe; stwierdziły, jak to zwykle bywa, że są za grube, że muszą schudnąć. Rada w radę postanowiliśmy biegać każdego wieczoru wokół naszego osiedla. Któregoś razu syn biegał wcześniej, bo był umówiony, panie pobiegły przodem, a ja truchcikiem za nimi. Koło starych domów, sąsiadujących z naszymi wieżowcami stała starsza kobieta. Gdy się zbliżyłem, zapytała; - Nie wie pan co tam się stało? –wskazała na bloki -. A czemu miało się coś stać? – No bo widzę, że ludzie tak lecą w tamtą stronę i stare i młode. – Może tak sobie chcą pobiegać dla zdrowia. – Coś pan! Bez potrzeby nikt by nie ganiał, jak głupi! Historyjki zasłyszane